wyspiarze blog

Twój nowy blog

Nie wiem co napisać. Basia od dwóch lat walczyła o życie. Z detreminacja i dzielnością, jak zwykle w swoim życiu. W zeszłą środę odebrała wynik tomografii, który był wyrokiem śmierci. Chyba zrozumiała, że to przegrana. W ciągu jednego dnia jej stan tak się pogorszył, zaczęła umierać Córka zabrała ja do domu. Szpial chłodny i bezosobowy jest koszmarny. Razem umierają w domu. Od wczoraj nie odzyskała przytomności Córka mówi /dzisiaj rano/ Jeszcze jesteśmy razem. Siedzi obok Basi i trzyma ją za rękę. 
Co powiedzieć czy napisać? Śmierć zawsze wygrywa,trzeba się z tym pogodzić.
To ja, Wyspiarz. Basia zawsze była osobą walczącą, zabieganą, nawet wtedy gdy nie wiedziała do końca czy wygra Basiu, jesteśmy z Tobą, też trzymamy Cię za rękę.

Patrząc na znane, a jednak ciągle zadziwiające znamionami upływającego czasu odbicie w lustrze nie mogę oprzeć się potrzebie przymknięcia oczu i zobaczenia dawno przebrzmiałego obrazu chłopaka z kręconymi blond włosami, z przylepionym niemal na stałe do ust lekko kpiącym uśmieszkiem, jakim byłem kiedyś. Życie przepływa w tempie rwącego potoku, tyle że potok nadal wygląda tak samo, gdy stałem nad nim przed laty, a moje odbicie w zatoce nieco spokojniejszej wody w niewielkim stopniu przypomina już dawno zatarty obraz tamtego chłopaka. Jedno, co chyba pozostało bez zmian, to oczy, choć żeby to dostrzec trzeba zdjąć okulary, których kiedyś nie było. Z blond loków, które kiedyś stanowiły obiekt mojej dumy i niejako znak rozpoznawczy, i które niegdyś były nieustającym źródło konfliktów z tak zwanym ciałem pedagogicznym w szkole średniej, jako że zalecane były fryzury krótkie, a moda zdecydowanie preferowała długie, niewiele już pozostało, nawet kolor, jako że srebrne odcienie stały się dominujące. A przecież pozostało coś jeszcze: duch. Mimo wszystkich razów, czasem dość bolesnych, jakie odebrałem w życiu, nigdy nie upadł, nigdy nie zatracił przyrodzonego optymizmu, często co prawda opartego na równie przyrodzonej niefrasobliwości i świętej wierze w to, że jakoś to będzie! Czasem zastanawiam się nad tym, czy aby pod tym względem nie należałoby już dorosnąć. Ale im dłużej o tym myślę, tym większe mam przekonanie, że nie. Więc kiedy patrzę na dobrze znane, a jednak ciągle zadziwiające znamionami upływającego czasu odbicie w lustrze, staram się patrzeć tylko na jedno… Na oczy.

Przytulanie

1 komentarz

Dowiedziałem się, że dziś obchodzimy Światowy Dzień Przytulania Się. Dowiedziałem się o tym ku swemu sporemu zaskoczeniu, bo nawet nie wiedziałem, że taki dzień w ogóle istnieje, chociaż… ponoć nie ma w kalendarzu dnia, który by nie był dniem czegoś. Skoro jednak mamy taki dzień, zastanawiam się, jak powinniśmy go obchodzić. Czy podchodzić na ulicy do nieznanych sobie osób i bez pardonu przytulać się do nich, nie bacząc na nieuchronne przecież protesty i narażając się na otrzymanie w pysk od ich partnerów? Czy też przytulać się jedynie do znajomych, i to takich, których lubimy? A może przytulać się wirtualnie do tych, do których byśmy się przytulić chcieli, ale z różnych względów nie możemy? Czy przytulanie ma być jednopłciowe (brrrr!!!), czy wręcz przeciwnie? Wydaje mi się, że ten (lub ci), kto wymyślił taki dzień powinien iść dalej i opracować coś w rodzaju instrukcji obchodów. Skądinąd po namyśle dochodzę do wniosku, że pomysł może nie jest taki głupi. Wszak w dzisiejszych czasach, kiedy demonstrowanie uczuć stało się, zwłaszcza w pewnych kręgach passe, odrobina spontaniczności nikomu by chyba nie zaszkodziła. Już widzę oczyma wyobraźni obejmujących się i przytulających na korytarzu sejmowym Tuska i Kaczyńskiego… No co, Wałęsa z Kwaśniewskim mogli, to oni nie? Żarty żartami, ale coś mi się wydaje, że najbardziej stosowne będzie dzisiaj przytulenie się do własnej żony…

Skoro Aglais taka noworocznie – refleksyjna, to żeby w jakimś sensie uszanować tradycję, pozwalam sobie zamieścić coś, do napisania czego skłonił mnie niedawno mający miejsce początek nowego roku.

Refleksje noworoczne

Znów w huku fajerwerków Nowy Rok przychodzi
A Stary drżącą ręką zatrzaskuje drzwi
A ja wciąż, nieodmiennie, od lat ciągle młody
Myślę, że tego życia ciągle mało mi

Przede mną jest do przejścia jeszcze kawał drogi
I wciąż za horyzontem lądy niezdobyte
I chociaż czasem trochę zabolą już nogi
Wciąż kuszą mnie i wabią ścieżki nieprzebyte

Ile jeszcze przede mną szampańskich toastów
Ile walców, co to nowy witają nam rok
Ile w momencie życzeń posplatanych palców
Ile jeszcze nadziei na życie bez trosk?

Skroń srebrem mi zabłysła kilka już lat temu
Na moje trzecie piętro schodów coraz więcej
Więc kiedy los mi każe zatrzymać się w biegu
Kiedy Parki rozerwą mego życia przędzę?

Mam tyle do zrobienia, tyle ważnych spraw
Nikt ich za mnie nie zrobi, pewne jest to jedno
Dlatego Dobry Losie, bardzo proszę, spraw
By jeszcze była jasność, zanim będzie ciemno…

Stary Rok

2 komentarzy

Wchodząc do klatki schodowej spostrzegłem staruszka, który ciężko oddychając stał przy kaloryferze, grzejąc na nim zgrabiałe dłonie.
- Czy…czy pan tu mieszka? – spytał na mój widok.
- Tak – odparłem – A o co chodzi?
- Czy… czy mógłbym… – widać było, że nie śmie zakończyć zdania.
- Proszę śmiało mówić o co chodzi – powiedziałem – Przecież nie gryzę.
Przez chwilę wyraźnie zbierał się na odwagę.
- Czy mógłbym się u pana nieco rozgrzać? – wyksztusił wreszcie – Jest solidny mróz, a ja nie mam się gdzie podziać.
Przyjrzałem mu się badawczo. Robił dość miłe wrażenie, choć było widać, że jest stary i sterany życiem. Miał skromne, ale czyste ubranie, nie czułem od niego alkoholu. Żal mi się zrobiło staruszka, więc postanowiłem zaryzykować.
- Zapraszam – zdecydowałem – Tylko… czy jest pan w stanie wejść na tzrecie piętro?
- Dziękuję – ucieszył się – A na trzecie piętro… jakoś się wdrapię.
Gestem wskazałem mu, aby szedł przodem. Kiedy stanęliśmy pod drzwiami mojego mieszkania miał mocno przyspieszony oddech.
Otworzyłem drzwi i wpuściłem go do środka. Jola jeszcze nie wróciła od fryzjera, gdzie wybrała się w związku ze zbliżającym się Sylwestrem. Moja suka, Amelia, owczarek niemiecki, jak zwykle wybiegła mi na przywitanie do przedpokoju, a widząc obcego obwąchała go solennie. Nie zdradzała objawów niepokoju, co dodatkowo mnie uspokoiło.
- Proszę zdjąć płaszcz i wejść – powiedziałem – Zaraz zrobię herbaty.
Zdjął płaszcz i powiesił go na wieszaku, a potem, mimo moich protestów, zdjął również buty.
- Nie chcę panu nanieść śniegu – wyjaśniał – Żona z pewnością by była niezadowolona.
Machnąłem ręką, w końcu nie będę go zmuszał, choć w moim domu nie ma zwyczaju, żeby goście chodzili w skarpetkach. Wprowadziłem go do pokoju i wskazałem miejsce na fotelu, na który opadł z westchnieniem ulgi. Przeprosiłem go na chwilę i poszedłem do kuchni zrobić herbatę. Kiedy wróciłem z dwoma parującymi kubkami w rękach, spojrzał na mnie z wyraźną wdzięcznością.
- A może pan coś zje? – zapytałem.
- Bardzo dziękuję, ale zupełnie nie jestem głodny, tylko zmarznięty – odpowiedział. Zawahał się przez chwilę – Przepraszam, ale teraz sobie dopiero zdałem sprawę, że się nie przedstawiłem, Dwatysiącedziesiąty jestem – uniósł się i podał mi rękę.
- Jaaak? – wydało mi się, że źle usłyszałem.
- Dwatysiącedziesiąty – powtórzył z uśmiechem – Nie przesłyszał się pan. Jestem… Starym Rokiem, innymi słowy.
- Dziś, trzydziestego grudnia, Stary Rok w moich skromnych progach? – nie mogłem uwierzyć.
- Tak, panie Krzysztofie – przez chwilę zdziwiłem się, że zna moje imię, ale przypomniałem sobie, że w pełnym brzmieniu, a nie jako enigmatyczne „K” figuruje na wizytówcena drzwiach, podobnie jak imię Joli – Postanowiłem pana… przeprosić.
- Przeprosić? – nadal nie mogłem wyjść ze zdziwienia.
- Tak, przeprosić – potwierdził – Pan się starał, a ja nie spełniłem do końca nadziei, jakie pan we mnie pokładał.
- No cóż – westchnąłem – Nie pan pierwszy, i nie pan ostatni, choć nie było znowu tak najgorzej. Znałem kilku pańskich poprzedników, którzy spisali się znacznie gorzej od pana.
- Wiem, ale jednak… – spojrzał na mnie z uśmiechem – Mimo to, mam dla pana dobrą wiadomość. Rozmawiałem z Młodym…
- Z Nowym, Dwatysiącejedenastym – wpadłem mu w słowo.
- Właśnie – potwierdził – I on… obiecał mi, że będzie ode mnie lepszy.
- Dla mnie? – z pewnym zdziwieniem usłyszałem w swoim głosie nutkę nadziei.
- Dla pana i pańskich najbliższych – uściślił Stary.
- No coż – zamyśliłem się – Nigdy nie może być tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej…
- Właśnie – podchwycił skwapliwie…
W tym momencie usłyszałem zgrzyt klucza w zamku. To Jola wracała od fryzjera.
- Przepraszam na chwilę – powiedziałem. Wstałem i wyszedłem do przedpokoju.
- Witaj, piękna fryzura – przywitałem żonę – Wiesz… mamy nietypowego gościa…
- Gościa – zdziwiła się – Nic nie mówiłeś – była zaintrygowana…
- Pozwól, że ci przedstawię – wprowadziłem ją do pokoju – To jest… – zamarłem. Pokój był pusty.
Wróciłem do przedpokoju. Na wieszaku nie było ani śladu płaszcza i butów Starego.
- No więc, wytłumacz mi… – patrzyła na mnie inkwizytorskim wzrokiem.
- Wiesz co, to może ja już lepiej… napiszę – olśniło mnie.
…. No i stąd ta notka…

Podobno idzie zima i podobno ma być długa i ciężka. Nie powiem, żebym był z tego powodu szczególnie szczęśliwy, bo zimy generalnie nie lubę, i bez odrobiny żalu mógłbym żyć w zupełnie innym klimacie. Dobrze, że kilka dni temu założyłem zimowe opony do Toyoty, bo ponoć jeszcze przed końcem bieżącego tygodnia ma spaść pierwszy śnieg.
Jak widać, moje przewidywania zawarte w ostatniej notce, przynajmniej w stosunku do minionych wyborów samorządowych mniej więcej się sprawdziły. Niewątpliwie największym przegranym tych wyborów jest PiS, choć i PO chyba spodziewała się chyba lepszego wyniku. Swoją drogą, denerwująca jest ta samorządowa ordynacja. Od tak dawna się już mówi o jednomandatowych okręgach wyborczych, od tak dawna różni politycy obiecują, że je wprowadzą, no i co? No i nic, partie skutecznie blokują reformę ordynacji samorządowej, bo większe mają w tym swój interes. A ja bym chciał mieć możliwość wyboru Jana Kowalskiego, który przy obecnej procedurze nie ma szans, bo jest ostatni na liście swojej partii, i myślę, że takich jak ja jest więcej. Więc może zorganizujemy jakiś ruch obywatelski, doprowadzimy do jakiegoś referendum? Ja jestem za, a Wy, mili czytelnicy tego blogu?

Najwyższy czas!!!

Brak komentarzy

To co stało się w biurze poselskim PiS w Łodzi to czyn straszny w kategoriach ludzkich. Zabity został niewinny człowiek, ranny drugi. Historia świata od niepamiętnych czasów pełna jest szaleńców, którzy dokonywali zamachów na ludzi znanych, albo zupełnie przypadkowych tylko po to, żeby zaistnieć. Histeria, jaką rozpętał PiS wokół tego wydarzenia przechodzi jednak wszelkie pojęcie. Obciążanie oponentów poltycznych odpowiedzialnością, przypisywanie im wręcz podżegania do zabójstwa, histeryczne wypowiedzi Waszczykowskiego „Nie zabijajcie nas, mamy dzieci, chcemy służyć Polsce”, ostatnie „występy” Ziobry, że to zabójstwo jest zbrodnią przeciwko ludzkości, nie wspominając już o rozlicznych wypowiedziach mojego ulubieńca, Jarka K. czy też posłanki Kempy, wszystko to świadczy o tym, że postulując kiedyś na tym blogu, aby kandydaci na polityków zobowiązani byli do przejścia obowiązkowych badań psychiatrycznych, nie byłem chyba tak do końca pozbawiony racji. Można mieć tylko nadzieję, że wyborcy zweryfikują nie tylko tych wymienionych polityków, ale i innych, których nie chce mi się tu wymieniać, jak również całą, chorą z nienawiści formację PiS. Czas, żeby ci ludzie definitywnie zniknęli z życia politycznego. Najwyższy czas!!!

Trzęsienie ziemi

5 komentarzy

Nastąpiło kilka dni temu u mnie małe trzęsienie ziemi, lub przynajmniej coś w tym rodzaju. Padł mi był mianowicie całkiem twardy dysk w laptopie powodując, że dla dalszego ewentualnego użytkowania tegoż laptopa, dysk ów musi ulec wymianie na nowy. To akurat problem niezbyt wielki, najwyżej finansowy, a i to bez przesady, laptop od wczoraj jest już w serwisie, i dziś, a najpóźniej jutro dysk będzie wymieniony, ale to, jak wszyscy użytkownicy komputerów wiedzą, będzie dopiero początek zabawy. Już się widzę w trakcie weekendu, jak instaluję od nowa wszystkie potrzebne mi programy, aplikacje, sprzęt. Nowy dysk to przecież zupełna tabula rasa. Wielkich strat merytorycznych na szczęście nie będzie, bo w sprawach firmowych mam zwyczaj często robić kopie bezpieczeństwa, ale jeśli chodzi o straty rzeczy, do których zaczynamy przywiązywać wagę dopiero kiedy znikną, to i owszem, trup ściele się gęsto. Straciłem kilkaset zdjęć, których nie zdążyłem zarchiwizować, kilka starych tekstów, które chciałem zachować i kilka nowych, nad którymi w miarę posiadanego czasu aktualnie pracowałem. To se ne vrati, jak mawiają nasi południowi sąsiedzi. Co można na to poradzić na przyszłość? Ano nie bardzo wiem, trudno przecież wszystko trzymać dodatkowo na płtykach lub pen drive. Szczęście przynajmniej, że stary, poczciwy komputer stacjonarny, który od kilku lat nie zaznał już zaszczytu używania, jest jeszcze, i teraz może służyć do odzyskania połączenia ze światem. Muszę się tylko ponownie do niego przyzwyczaić, bo klawiaturę, to ja mam tutaj w wesji francuskiej :D Niby to samo, ale nie do końca. Pewnie, czy wciskam ENTER, czy ENTREE (nad pierwszym e kreseczka), to może nie ma większego znaczenia, ale inne klawisze funkcyjne też są opisane po francusku. Gdzie będzie DEL? CAPS LOCK już rozgryzłem, to klawisz opisany „Ver Maj”, NUM LOCK to „Ver Num”, ale gdzie jest DEL, i co znaczy kilka dziwnych symboli, innych niż te, do których jestem przyzwyczajony? Dlaczego pytajnik jest pod klawiszem opisanym „E” z poziomą kreską nad tym E. Aż by się chciało krzyknąć: ASUS WRÓÓÓĆ!!! Wróci, za kilka dni. :D

Dopalacze

1 komentarz

Modny ostatnio w naszych mediach temat t.zw. dopalaczy bulwersuje mnie od dawna. Wygląda na to, że kilkoro młodych ludzi musiało umrzeć, a kilkunaścioro ciężko się zatruć,żeby nasi decydenci zabrali się za tą ewidentną grandę. Najgorsze jest to, że coraz więcej młodych ludzi nie wyobraża już sobie udanej imprezy bez tego typu, lub jeszcze „twardszych”używek. Rozumiałem jeszcze piwko, czy nawet coś mocniejszego od piwka, sam w końcu, choć niektórym z czytelników tego blogu chyba trudno będzie w to uwierzyć, byłem kiedyś młodym człowiekiem. Ale żeby szprycować się świństwem, nie wiedząc nawet co zawiera? Na to trzeba po prostu być idiotą. Jestem zdecydowanym zwolennikiem likwidacji wszystkich bez wyjątku sklepów z dopalaczami, które moim zdaniem wyrządzają więcej szkody niż twarde narkotyki. Szkody tym większe, że taki dopalacz mogą bez problemu i legalnie kupić nawet kilkunastoletnie dzieci. Swoją drogą, użytkownicy takich specyfików, gdyby tylko mieli mózgi powinni się zastanowić, dlaczego bez „kopa” nie potrafią się dobrze bawić? Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie zawiera się w jego pierwszej części: „gdyby mieli mózgi”… Jak mogą się bawić bez zapijania się w sztok lub aplikowania sobie mniej lub bardziej „dających kopa” używek młodzi ludzie o mentalności i intelekcie pięciolatka, a z moich odserwacji wynika, że to oni stanowią całkiem spory odsetek nastolatków? O tempora! O mores!

Ulga

1 komentarz

W ostatnim czasie wszyscy przeżyliśmy spory stress, związany ze zdrowiem Mamy. Krótko i bez szczegółów mówiąc, konieczna była operacja, i to w znieczuleniu ogólnym, czyli pod pełną narkozą. W Mamy wieku jest to związane ze sporym, acz niezbędnym ryzykiem, bo operacja była absolutnie konieczna. Dziś mija od niej czwarty dzień, i ku naszej wielkiej uldze, wygląda na to, że wszystko jest ok. Mama potwierdza, że jest jak na swój wiek bardzo silną osobą. Wszyscy bardzo Jej kibicujemy i mamy nadzieję, że wkrótce znajdzie się znowu w domu. Oby jak najprędzej!


  • RSS