Dawno mnie już tu nie było, choć może i usprawiedliwion jestem, jako że działo sie dużo i w Rodzinie i w pracy, wieczorem już się nawet nie chciało włączać laptopa, a w ciągu dnia nie zawsze jest czas na mały „przecinek” i napisanie kilku słów. Poza tym ostatnie 10 dni spędziliśmy na wydłużonym majowym weekendzie w Borach Tucholskich, gdzie od ostatniego tam pobytu zmieniło się o tyle, że zasięg telefonów komórkowych nieco się poprawił, za to za chińskiego boga nie można się połączyć z internetem przez Blue Connect, co drzewiej, acz wolno i leniwie, ale było wykonalne. Teraz za to wróciliśmy w domowe pielesze i mimo związanego z tym skrzeku rzeczywistości, związanego oczywiście z pracą, poczułem chęć rzucenia na ekran kilku przemyśleń. Tak się składa, że 3 maja, skądinąd od pewnego czasu ponownie święto państwowe, ja mam prywatne, czyli po prostu urodziny. To miło pomyśleć z pewną przekorą, że te biało-czerwone flagi, których sporo wisiało w związku z rocznicą Konstytucji, w pewnym sensie honorują też całkiem inną rocznicę, choć same o tym nie wiedzą :) Jako się rzekło, urodziny spędziliśmy w lubianym przez siebie miejscu, w gronie od lat zaprzyjaźnionych ludzi, a było to o tyle ważne, że urodziny te były „okrągłe” i wiązały się z faktem, że w liczbie lat mam już od kilku dni inną niż przez ostatnie 10 lat cyfrę, w wyniku wrodzonej kokieterii nie będę tu zdradzał jaką, alw myślę że większość nielicznych Czytelników tego blogu i tak wie. Były rzecz jasna hulanki i swawole, jak sądzę zdecydowanie poprawiliśmy bilans P.T. producentów rozlicznych a przednich alkoholi, tudzież przyswoiliśmy spory zapas niezdrowych kalorii, spędzając każdy wieczór przy grillu. Na plus mogę zapisać inaugurację sezonu pływackiego w dniu 30 kwietnia (temperatura powietrza 30 stopni, wody 20, więc nie wymagało to szczególnego bohaterstwa) tudzież regularne seanse w saunie niemal co wieczór, bo taki luksus w Borach również się znajduje. Na minus… no cóż, była to pierwsza od 10 lat wizyta w Borach bez Amelki, i myślę, że tego tematu drążyć nie muszę. W każdym razie reasumując pobyt oraz tak zwane obchody oceniam bardzo miło i pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że to nie ostatnia „okrągła” rocznica, którą będzie mi dane tam spędzić. I tym optymistycznym akcentem kończę tę notkę. Może to nie jest dokładnie ta okazja, ale ja sobie mówię: Z NOWYM ROKIEM, NOWYM KROKIEM. I tak trzymać!!!