Wiedziałem oczywiście, że dzięki telefonom komórkowym stosowne służby są w stanie namierzyć każdego ich użytkownika z dokładnością do kilku metrów, ale że może to zrobić praktycznie każdy… tego nie wiedziałem. Przekonałem się kilka dni temu, i to na własne oczy. Mam pracownika, który od dłuższego czasu jest w konflikcie z żoną i praktycznie nie rozmawiają z sobą. Jakiś czas temu dowiedziałem się, że pewnego dnia małżonka zapakowała torbę, powiedziała „Zajmij się synem, bo ja wyjeżdżam” i… znikła jak sen jakiś złoty. Po kilku dniach spytałem, czy się odezwała. „Nie, ale wiem już że jest na delegacji w miejscowości S… niedaleko Sandomierza”. Spytałem skąd ta wiedza i ze zdumieniem dowiedziałem się, że „namierzył” ją dzięki telefonowi komórkowemu. Nie bardzo mi się chciało w to wierzyć, ale kiedy we wtorek przejeżdżaliśmy przez Sandomierz poprosił mnie, żebyśmy zboczyli 3 km z trasy, bo chce sprawdzić, czy ma dobre informacje. Podjechaliśmy pod pensjonat, którego właścicielką jest szefowa jego żony, i do którego jak się okazuje czasem oddelegowuje na jakiś czas swoi ch pracowników. Na parkingu w całej okazałości stał samochód żony mojego pracownika, a więc wszystko się zgadzało. Poprosiłem o objaśnienie, jak to zrobił. Okazało się, że bez wiedzy żony uruchomił na jej telefonie aplikację, dzięki której jej telefon wysyła na jego telefon informację o jej lokalizacji. Nie mieści mi się w głowie, że można to zrobić bez wiedzy właściciela telefonu, że operator w żaden sposób nie weryfikuje tego, czy faktycznie właściciel życzy sobie, aby takie informacje były wysyłane na inny numer, a tak to podobno wygląda. Po prostu wysłał z jej telefonu prośbę o uruchomienie tej funkcji, i operator zrobił to bez dalszych pytań…

Wniosek stąd prosty, drodzy Czytelnicy: Pilnujcie swoich telefonów!
O tempora, o mores… Na jakim świecie my żyjemy? :(