Kursor miarowo miga na ekranie, pustym jak tabula rasa i nasze mieszkanie. Tyle spraw, tyle uczuć czeka tylko aby je opisać. Za oknem znowu zrobiło się biało, i martwi mnie to ze względu na planowaną jutro trasę. W taką pogodę jak dziś na pewno poszedłbym z psem na długi spacer i rzucał jej śniegowe kulki, co uwielbiała.Nadal odruchowo rozglądam się po domu w poszukiwaniu Amelki, która przecież biega już po zupełnie innych laskach niż ten, do którego miałem zwyczaj z nią jeździć. Znajomi wciąż pytają, kiedy weźmiemy nowego psa. Odpowiadam im, że nie wiem czy w ogóle weźmiemy. Podobno to nieuniknione, ale… ani Wyspiarka, ani ja jeszcze do tego nie dojrzeliśmy. Jeśli chodzi o mnie, nie wiem, czy kiiedykolwiek dojrzeję. Za każdym razem, kiedy otwieram drzwi mieszkania, podświadomie oczekuję odgłosów, jakie zawsze słyszałem, gdy Amelka była z nami. Otwieram drzwi, i niezmiennie przeżywam gorycz rozczarowania, że nikogo za nimi nie ma, że nie widzę rozradowanej mordki owczarka i szybko merdającego z radości ogona. Jedyne pocieszenie jest takie, że mam absolutną pewność, że było jej z nami dobrze. Mam nadzieję, że nie gorzej jest jej teraz. Jeśli istnieje jakiś psi raj, ona jest tam na pewno.