Niestety wszyscy właściciele zwierzaków muszą się liczyć z faktem, że nasi „bracia młodsi” z nielicznymi wyjątkami (niektóre żółwie, papugi) żyją krócej niż my. O tym smutnym fakcie musieliśmy przed kilkoma dniami i my sobie przypomnieć. 11 października odeszła nasza ukochana sunia, Amelia. Na szczęście nie cierpiała. Jeszcze rano była normalnym, wesołym i na pozór zdrowym psem. Po południu zaczęła się dziwnie zachowywać, co skłoniło nas do wizyty u weterynarza. Okazało się, że ma wewnętrzny krwotok. Jedynym ratunkiem była operacja. Lekarze zdiagnozowali pęknięty guz na śledzionie. Usunięcie śledziony jest możliwe, i da się bez niej żyć, więc się zdecydowaliśmy. Niestety, podczas operacji okazało się, że oprócz kilku sporych guzów na śledzionie, z których jeden pękł i był źródłem krwotoku, stwierdzono również rozliczne przerzuty na wątrobie, wielkości, według opisu lekarskiego „od fasoli do czereśni”. Bez wątroby żyć się nie da… Pytany o rokowania lekarz określił je na miesiąc, może 6 tygodni, przy czym zastrzegł, że zwierzak będzie coraz bardziej cierpiał. Po takiej diagnozie nie było w zasadzie żadnego wyboru… Amelia nie wybudziła się już po tej operacji. Bardzo pusto zrobiło się bez niej w domu. Do dziś mamy chwilami z Wyspiarką wrażenie, że słyszymy jej kroki w przedpokoju. Niestety, to tylko złudzenie…

Amelia była czwartym psem, jaki towarzyszył nam w naszym życiu. Odejście wszystkich jej poprzedników bardzo przeżywaliśmy, ale chyba jednak nie tak jak jej. Była najbardziej komunikatywnym psem, jakiego zdarzyło nam się poznać. Wiemy, że bardzo nas kochała, podobnie jak my ją. Teoretycznie mogła jeszcze pożyć, miała 9 lat i 6 miesięcy. Strasznie nam jej brak…