A już się wydawało że mamy wiosnę. Kilka ostatnich dni było ślicznych, temperatury w południe sięgały + 20 stopni, zmieniłem zimową kurtkę na lżejszą, a i tak zwykle leżała w samochodzie, a ja chodziłem w samej marynarce. Wreszcie doszedłem do wniosku, że przyszedł czas na umycie samochodu po zimie. Dodam… niestety doszedłem do takiego wniosku, bo przecież w głębi duszy wiedziałem, co się musi stać w ciągu najbliższych trzech dni po umyciu auta. Tak dzieje się zawsze, dlaczego więc tym razem miałoby być inaczej? Od trzech dni w pogodzie znowu syf, kiła i mogiła. Zimno, leje, wietrznie, dobrze przynajmniej, że śnieg nas jeszcze oszczędził. Wygląd auta zbliża się wielkimi krokami do tego sprzed mycia. Wcześniej podjęte postanowienie o zmianie opon na letnie też na razie zarzuciłem, bo rezultat łatwo by było przewidzieć. Ani chybi w ciągu najbliższych trzech dni mielibyśmy śnieg, a na drogach szklankę, uniemożliwiającą jakikolwiek ruch na letnich oponach.
W każdym razie, niech nikt mi już nie wypomina, że jeżdżę brudnym samochodem. Wolę brudnym w słońcu niż czystym przy psiej pogodzie (swoją drogą, skąd ta nazwa. Jestem miłośnikiem psów, więc mi się to nie podoba!).

A z innej beczki, trochę mi wstyd za swojego prezydenta kiedy czytam, że wpisał w księdze kondolencyjnej w ambasadzie japońskiej, że naród polski łączy się z japońskim w bulu i nadzieji. I ten człowiek ma podobno wyższe, humanistyczne wykształcenie?!!! Wstyd!!!

Kilka dni temu minął miesiąc od śmierci Basi. Aż się nie chce wierzyć, jak ten czas szybko leci :(