Wchodząc do klatki schodowej spostrzegłem staruszka, który ciężko oddychając stał przy kaloryferze, grzejąc na nim zgrabiałe dłonie.
- Czy…czy pan tu mieszka? – spytał na mój widok.
- Tak – odparłem – A o co chodzi?
- Czy… czy mógłbym… – widać było, że nie śmie zakończyć zdania.
- Proszę śmiało mówić o co chodzi – powiedziałem – Przecież nie gryzę.
Przez chwilę wyraźnie zbierał się na odwagę.
- Czy mógłbym się u pana nieco rozgrzać? – wyksztusił wreszcie – Jest solidny mróz, a ja nie mam się gdzie podziać.
Przyjrzałem mu się badawczo. Robił dość miłe wrażenie, choć było widać, że jest stary i sterany życiem. Miał skromne, ale czyste ubranie, nie czułem od niego alkoholu. Żal mi się zrobiło staruszka, więc postanowiłem zaryzykować.
- Zapraszam – zdecydowałem – Tylko… czy jest pan w stanie wejść na tzrecie piętro?
- Dziękuję – ucieszył się – A na trzecie piętro… jakoś się wdrapię.
Gestem wskazałem mu, aby szedł przodem. Kiedy stanęliśmy pod drzwiami mojego mieszkania miał mocno przyspieszony oddech.
Otworzyłem drzwi i wpuściłem go do środka. Jola jeszcze nie wróciła od fryzjera, gdzie wybrała się w związku ze zbliżającym się Sylwestrem. Moja suka, Amelia, owczarek niemiecki, jak zwykle wybiegła mi na przywitanie do przedpokoju, a widząc obcego obwąchała go solennie. Nie zdradzała objawów niepokoju, co dodatkowo mnie uspokoiło.
- Proszę zdjąć płaszcz i wejść – powiedziałem – Zaraz zrobię herbaty.
Zdjął płaszcz i powiesił go na wieszaku, a potem, mimo moich protestów, zdjął również buty.
- Nie chcę panu nanieść śniegu – wyjaśniał – Żona z pewnością by była niezadowolona.
Machnąłem ręką, w końcu nie będę go zmuszał, choć w moim domu nie ma zwyczaju, żeby goście chodzili w skarpetkach. Wprowadziłem go do pokoju i wskazałem miejsce na fotelu, na który opadł z westchnieniem ulgi. Przeprosiłem go na chwilę i poszedłem do kuchni zrobić herbatę. Kiedy wróciłem z dwoma parującymi kubkami w rękach, spojrzał na mnie z wyraźną wdzięcznością.
- A może pan coś zje? – zapytałem.
- Bardzo dziękuję, ale zupełnie nie jestem głodny, tylko zmarznięty – odpowiedział. Zawahał się przez chwilę – Przepraszam, ale teraz sobie dopiero zdałem sprawę, że się nie przedstawiłem, Dwatysiącedziesiąty jestem – uniósł się i podał mi rękę.
- Jaaak? – wydało mi się, że źle usłyszałem.
- Dwatysiącedziesiąty – powtórzył z uśmiechem – Nie przesłyszał się pan. Jestem… Starym Rokiem, innymi słowy.
- Dziś, trzydziestego grudnia, Stary Rok w moich skromnych progach? – nie mogłem uwierzyć.
- Tak, panie Krzysztofie – przez chwilę zdziwiłem się, że zna moje imię, ale przypomniałem sobie, że w pełnym brzmieniu, a nie jako enigmatyczne „K” figuruje na wizytówcena drzwiach, podobnie jak imię Joli – Postanowiłem pana… przeprosić.
- Przeprosić? – nadal nie mogłem wyjść ze zdziwienia.
- Tak, przeprosić – potwierdził – Pan się starał, a ja nie spełniłem do końca nadziei, jakie pan we mnie pokładał.
- No cóż – westchnąłem – Nie pan pierwszy, i nie pan ostatni, choć nie było znowu tak najgorzej. Znałem kilku pańskich poprzedników, którzy spisali się znacznie gorzej od pana.
- Wiem, ale jednak… – spojrzał na mnie z uśmiechem – Mimo to, mam dla pana dobrą wiadomość. Rozmawiałem z Młodym…
- Z Nowym, Dwatysiącejedenastym – wpadłem mu w słowo.
- Właśnie – potwierdził – I on… obiecał mi, że będzie ode mnie lepszy.
- Dla mnie? – z pewnym zdziwieniem usłyszałem w swoim głosie nutkę nadziei.
- Dla pana i pańskich najbliższych – uściślił Stary.
- No coż – zamyśliłem się – Nigdy nie może być tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej…
- Właśnie – podchwycił skwapliwie…
W tym momencie usłyszałem zgrzyt klucza w zamku. To Jola wracała od fryzjera.
- Przepraszam na chwilę – powiedziałem. Wstałem i wyszedłem do przedpokoju.
- Witaj, piękna fryzura – przywitałem żonę – Wiesz… mamy nietypowego gościa…
- Gościa – zdziwiła się – Nic nie mówiłeś – była zaintrygowana…
- Pozwól, że ci przedstawię – wprowadziłem ją do pokoju – To jest… – zamarłem. Pokój był pusty.
Wróciłem do przedpokoju. Na wieszaku nie było ani śladu płaszcza i butów Starego.
- No więc, wytłumacz mi… – patrzyła na mnie inkwizytorskim wzrokiem.
- Wiesz co, to może ja już lepiej… napiszę – olśniło mnie.
…. No i stąd ta notka…