No to niestety możemy sobie powiedzieć, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Dobre, czyli urlop, z którego wróciliśmy wczoraj późnym wieczorem. Spędziliśmy go w naszych ukochanych Borach Tucholskich na pływaniu, spacerach, grzybobraniach rozlicznych (z niezłym skutkiem), grillowaniu, spędzaniu wieczorów przy ognisku (niekiedy nawet przy gitarze, kiedy był nastrój), no i oczywiście wizytach w saunie. Atrakcją dawno nie próbowaną były dodatkowo nargille, czyli arabska fajka wodna, w której posiadanie wszedł ostatnio w ramach prezentu urodzinowego Dwaxel. Tradycyjnie w czasie urlopu nie oglądamy TV, choć jest tam nawet satelitarna. Wiedzę o świecie czerpaliśmy z internetu, który dzięki routerowi wyraźnie się był poprawił (w odróżnieniu od zasięgu telefonu komórkowego, który zawsze był tam fatalny, a teraz się jeszcze pogorszył). Taka przerwa w kontaktach z TV zawsze nam dobrze robi, bo trzeba czasem odpocząć od tego błota, którym tradycyjnie obrzucają się tak zwane klasy polityczne (swoją drogą, co za dureń wymyślił takie kretyńskie określenie?). Wróciliśmy, włączam telewizor, i co widzę?… Kolejną rozróbę, związaną z 30 rocznicą podpisania Porozumień Sierpniowych. Miało być podniośle i uroczyście, wyszło jak zwykle. Obiecałem sobie, że po urlopie zacznę trochę częściej pojawiać się na swoim i zaprzyjaźnionych blogach, choć z tymi zaprzyjaźnionymi to różnie bywa, uwiąd na nich jest zauważalny bez lupy… no może z wyjątkiem Koticzki, u której zawsze można znaleźć coś ciekawego i aktualnego do poczytania. W każdym razie, postaram się uaktywnić w tej mierze, obiecuję! :P