Zakończyła się pierwsza tura wyborów. Zakończyła się niestety podobnie jak w 2005 roku. Miało być rozstrzygnięcie w I turze na rzecz Komorowskiego, zrobiło się zaś niespełna 5 puktów przewagi tegoż, a kluczowym rozgrywającym stał się…. Napieralski. To efekt mizernej kampanii PO i brak wyrazistego, charyzmatycznego kandydata tej partii. Pan Bronek i owszem, sympatycznym facetem jest, taki „misiowaty”, sarmacki, ale żaden z niego charyzmatyczny polityk, a i z fightera nie ma w nim zbyt wiele. Przeraża mnie możliwy scenariusz za 2 tygodnie. Wakacje, niska frekwencja elektoratu PO, pełna koncentracja wyborców PiS, w dodatku „mocherowe berety” po odpadnięciu Marka Jurka jeśli zagłosują, to „z dwojga złego” na Kaczyńskiego. Rzeczywiście języczkiem u wagi mogą być wyborcy Napieralskiego. a on tanio skóry nie sprzeda, i trzeba będzie z nim iść na układy. Żałuję trochę, że Tusk zachował się tak bardzo kunktatorsko i na kandydata namaścił polityka bez wyrazu, pewny, że ten mu w niczym nie zagrozi. A ja myślę, że Schetyna byłby znacznie bardziej wyrazistym kandydatem, no ale Tusk nie dopuści do wzmocnienia jego pozycji. Efektem może niestety być kontynuacja kaczyzmu, tyle, że w znacznie gorzszym wydaniu, bo nieżyjący Lech był co prawda w niektórych momentach awanturnikiem politycznym, ale przy Jarku to pikuś! Oby się okazało, że nie mam racji!