wyspiarze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2010

Od soboty w Krakowie pada deszcz, nieustający, rzęsisty. Po prostu ulewa. Wczoraj pojawiły się pierwsze komunikty o paraliżu Krakowa. Zagrożone, zamknięte mosty, zalane ulice, zmiany w komunikacji miejskiej. Do szpitala nie dotarło wiele osób, którym powódź zalała domy lub umiemożliwiła  przeprawę na drugą stronę Wisły. Dyrekcja uprzejmie poinformowała,że nie muszą brać urlopu. Potem okazało się, że to dotyczy osób zatrudnionych w Colegium Medicum, a my musimy pisemnie poinformować kogo nie było w pracy.Żenada, w obliczu takiej sytuacji, nowa Pani Dyrektor sięi ne sprawdza. Wiele osób mieszka pod Krakowem, niektórzy dojeżdżają z bardzo odległych miejsc. Mówili – i tak nie dojedziemy do domu, zostajemy w pracy , póki woda nie opadnie. Nie możemy zejść z dyżuru póki, go nie przekażemy następnej zmianie.
U nas wszystko w porządku /to dla Koticzk dzięki za troskęi/ Mieszkamy w miejscu oddalonym od rzeki, trzecie piętro, piwnice suche. Dzieciom też nic nie grozi, ogródek tylko zmienił się w staw. Amelia – ciągle mokra.Po wieczornym spacerze wpada biegiem do łóżka, pod kołdrę, przecież nie może zamoczyć swojego legowiska!
Przypominamy sobie z Wtspiarzem powódź z 1997 roku, byliśmy wtedy na wyspie, piękna pogoda, upały. Wracając zobaczyliśmy ogrom zniszczeń. Teraz jest gprzej. Trzymajmy kciuki za ofiary powodzi.

Od 29 kwietnia znowu jesteśmy w naszych ukochanych Borach Tucholskich. Jutro niestety powrór do cywilizacji, ale to i tak ponad 11 dni, więc powinniśmy być wdzięczni losowi za taką możliwość jeszcze przed letnim urlopem. Ustaliliśmy już, że spędzimy go w tym samym miejscu, ale to jeszcze trzy długie miesiące… Ten wyjazd był potrzebny, po pierwsze jako wypoczynek, który nam się słusznie należał po dosyć intensywnej pracy, po drugie, dla zwolnienia codziennego galopu, chwili oddechu przed kolejnymi, intensywnymi miesiącami. Dla mnie dodatkowo był to czas refleksji, chwilowego zadumania się nad przeszłością i … przyszłością, bo przecież w trakcie tego pobytu we W… przewinął mi się kolejny rok na liczniku, jako że 3 maja poza Rocznicą Konstytucji są również moje urodziny. Część pobytu tutaj spędziliśmy z Gospodarzami i tak zwanym „Cudzym Dzieckiem”, czyli Martą, córką naszych przyjaciół z Krakowa i (o ile dobrze pamiętam), chrzestną córką naszej Gospodyni, Ewy. Od wtorku jesteśmy sami, oczywiście z Amelią, ale to chyba nie ulegało dla nikogo żadnej wątpliwości. Pogoda nas specjalnie nie rozpieszczała, pierwsze dni były bardzo ładne, ale teraz jest dosyć chłodno jak na maj i momentami pada. Nie jest jednak tak źle, żebyśmy nie mogli spacerować z psem. Niewątpliwą atrakcją wieczorów są również seanse w saunie, dziś wieczorem niestety będzie ostatni na jakiś czas.
Łączność ze światem zapewniają nam radio (oczywiście „Trójka”) i internet, z którym udaje mi się łączyć przez Blue Connect tylko z jednego miejsca w domu. Telewizja, w dodatku satelitarna też tu jest, ale…. jakoś nie chciało nam się jej włączać. Za to z niedowierzaniem patrzyłem na stertę butelek, które odwoziliśmy do pojemnika dziś rano, w ramach przygotowań do wyjazdu. Kto to wszystko wypił? No tak, były moje urodziny, to trochę tłumaczy. Ogólnie zawsze tutaj o tej porze roku (bo to nie pierwsza nasza majówka w Borach) jestem tu pod wrażeniem ciszy, spokoju, odgłosów żabich godów, dochodzących wieczorami z pobliskiego stawu, ptasich treli, które towarzyszą nam przez cały dzień, niespodziewanych spotkań z sarnami na spacerze (Amelia niestety biegnie za nimi, ale po chwili wraca z bardzo skruszoną miną). Można się nieco wyciszyć, pomyśleć o czymś innym, jak codzienna pogoń za mamoną w miejskiej dżungli. Myślę, że zrobimy wszystko, aby za rok wrócić tu znowu….


  • RSS