wyspiarze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2010

Za czasów mojej młodości funkcjonowało takie przewrotne powiedzonko: „Ucz się i pracuj…. a garb ci sam wyrośnie”. Coś w tym jest. Nie mówię, żebym się jakoś szczególnie intensywnie uczył ostatnimi czasy, bom formalną edukację (na przyzwoitym, wyższym poziomie, nie chwaląc się) zakończył znacznie ponad trzy dekady temu, a więz w tej zamierzchłej przeszłości, kiedy większość czytelników tego bloga (blogu?) nie wiedziała nawet, że za czas jakiś wybierze się na ten padół łez, ale…. człek ponoć uczy się całe życie. A to jakiś kurs trzeba zaliczyć dla chleba, jak ja nie przymierzając w listopadzie, albo trochę doczytać o najnowszych trendach w branży, bo czas przecież w miejscu nie stoi, a wiedza z czasem się dezaktualizuje (w tym momencie z rozczuleniem myślę o czasach, gdy ucząc się elektroniki musiałem przyswajać wiadomości o…. lampach elektronowych, a przeciętny tranzystor był wielkości aspiryny). Dziś jednak nie o nauce głównie, ale o pracy. Na swoje szczęście niemal 20 lat temu postanowiłem wziąć swój los we własne ręce, czego dwie główne przyczyny były takie, że zwtkle miałem szefów o mało wyrafinowanej inteligencji, głównie z nadania jedynie wówczas słusznej Władzy Ludowej, a poza tym na tak zwanej „państwowej posadzie” zaczęła mnie powoli zżerać rutyna i począłem obserwować pierwsze, ale bardzo niepokojące objawy schorzenia, które zwykłem nazywać „skretynieniem gryzipiórkowatym”. Nie powiem, żebym tak naprawdę kiedykolwiek tej decyzji żałował, ale…. Patrzę czasem na swoich kontrahentów, z którymi przychodzi mi pracować w charakterze wykonawcy zleceń ich firm. Patrzę na te buzie czyste, twarzyczki żadną myślą nie skalane, obserwuję ich zadowolone uśmieszki, kiedy usiłują mi udowodnić, że wiedzą więcej o mojej branży ode mnie, widzę jak celebrują swoje biurowe kawki i herbatki, zawsze o tych samych porach, i…. szlag mnie trafia, zwłaszcza jak mam za sobą 6 godzin jazdy do takiego indywiduum, a przed sobą 12 godzin pracy, żeby zminimalizować swoje koszty (na przykład delegacji, hoteli ect.). Bywa wtedy, że się zastanawiam…. a może nie było warto? Miałeś chłopie nieźle płatną „państwową” pracę na tak zwanym kierowniczym stanowisku, poza sytuacjami awaryjnymi „odwalałeś” swoje 8 godzin i szedłeś do domu…. Nie, to chyba jednak efekt wiosennego przesilenia…. Kiedy sobie pomyślę, jak bym mógł teraz wyglądać, jakie zmiany takie życie wywarło by na mojej mentalności, otrząsam się z obrzydzeniem, i powtarzam sobie jak mantrę: „Było warto,było warto było….” :P

Finalizujemy dzisiaj rozpoczęty w ubiegły weekend (łącznie z niedzielą) system. Siedzimy od rana w Dębicy, jest prawie 18, a przed nami jeszcze kilka godzin. Nie ma sensu przerywać i wracać do Krakowa, trzeba to dzisiaj skończyć. Faktem jest, że chłopaki już są zdrowo wykończeni, poza tym jest zimno i nic nie jedliśmy od rana, ale Dwaxel właśnie pojechał po pizzę, więc chociaż głodowi da się zaradzić. Jeśli nam się wszystko uda, będzie to chyba najnowocześniejszy i dający największe możliwości system detekcji gazu w Polsce. Znowu o duży krok przed konkurencją. To miłe, szczególnie że konkurencja ustami swojego prezesa oraz w formie pisma do naszego klienta stwierdziła, że tego się nie da zrobić. Tak podobno stwierdzili jego inżynierowie, o których publicznie i z dużym przekonaniem wyraża się, że są najlepszymi fachowcami tej branży w Polsce, wliczając w to pracowników firm zachodnich, działających w naszym pięknym kraju. A nasi inżynierowie usiedli, i rozwiązali temat teoretycznie w ciągu 15 minut! :P Teraz pora na praktykę. Trochę to jeszcze potrwa, chociaż już widać, że główne założenia się sprawdziły. System już działa, pozostała jeszcze do załatwienia wizualizacja komputerowa, ale też już jesteśmy na dobrej drodze. Nie przestaje mnie zadziwiać megalomania mojego byłego wspólnika, a obecnie konkurenta. Zadziwia mnie, bo połączona z ignorancją i niekompetencją, a z taką mieszanką mamy tu do czynienia, dawno już powinna spowodować upadek tej firmy. Na ich szczęście, ludzi, którzy rzeczywiście znają się na tych problemach nie ma w Polsce zbyt wielu, a zatem większości można bezkarnie wmawiać pewne rzeczy…. Ejże, czy aby na pewno bezkarnie? Coś kiedyś musi trzasnąć, a wtedy drzazgi się posypią. Jak to dobrze, że mnie tam już nie ma!

Podobno czeka nas jeszcze powrót zimy, i to na dniach. Ja w to nie wierzę, co nie znaczy, ze nie jest możliwe, ze raz czy dwa spadnie jeszcze jakiś śnieg, ale to już będą ostatnie podrygi. Skąd ta pewność? Otóż mam w domu najpewniejsze źródło wskazówek meteorologicznych. Jest to owczarek niemiecki o wdzięcznym imieniu Amelia. Od paru dni dom jest cały zasłany kłakami, ponieważ Amelia zmienia futro na letnie, a to najlepsza przepowiednia rychłej wiosny, która to przepowiednia nigdy dotąd nie zawiodła. I dobrze! Trzeba przyznać, że zima w tym roku trochę dała nam się we znaki, zresztą nam może nie aż tak bardzo, jak tym którzy muszą palić w kotłowni i osobiście odśnieżać posesję, a znam takich :P
Trzeba przyznać, że już widać różnicę. Dzień zrobił się wyraźnie dłuższy, coraz częściej pokazuje się słoneczko, a więc IDZIE WIOSNA. I dobrze!


  • RSS