wyspiarze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2009

Happy New Year

1 komentarz

Za niecałe 8 godzin skończy się 2009 i zacznie 2010 rok. Za około 4 godziny, w galowych strojach znajdziemy się w gronie Przyjaciół, z którymi tę chwilę będziemy spędzać… Aż się prosi o małe podsumowanie minionych 12 miesięcy. Ogólnie rok brzemienny w skutki, choćby z powodu pożegnania ze starą firmą i startu w nowej. Mimo trudności, bo gdzież ich nie ma, nigdy nie żałowałem tej decyzji. Nie sposób było dłużej tkwić w chorym układzie, pozwalać się wykorzystywać, godzić się na rzeczy, z którymi zgodzić się nie potrafiłem… Praca z własnym synem daje dużą satysfakcję, kiedy obserwuje się, jak staje się coraz bardziej samodzielny, jak coraz łatwiej przychodzi mu podejmowanie decyzji, jak rozsądnie i perspektywicznie planuje… Po tej stronie rok zdecydowanie udany.
Minął pierwszy rok od ślubu Młodych, brzemienny w wydarzenia, wśród których najważniejsza jest niewątpliwie Ich grudniowa przeprowadzka do własnego, nowego domu. Z przyjemnością na Nich patrzę, ich wzajemny stosunek do siebie, nacechowany miłością, szacunkiem i wzajemnym zrozumieniem jest dla mnie, jako ojca i teścia źródłem dużej radości. Pod tym względem do mijającego roku również nie można mieć pretensji.
Inne sprawy – zdrowie, życie rodzinne, przyjaciele, dla których wciąż mamy zbyt mało czasu – również nie dają powodu do niezadowolenia.
Oczywiście, zawsze mogło by być jeszcze lepiej. Zaczyna za mną na przykład „chodzić” jakś dalsza podróż, poznawanie nowych krajów, ludzi… Może uda się to marzenie zrealizować w nadchodzącym roku.
Reasumując, sobie oraz wszystkim czytelnikom tego blogu życzę, żeby nadchodzący rok 2010 był przynajmniej tak dobry, jak ten odchodzący! HAPPY NEW YEAR!… jak mawiają Rosjanie…

Czasem okazuje się, że nic nie jest takie, jak wygląda z pozoru…. Zdarzyło mi się dziś spotkać swojego kolegę ze szkoły średniej. Nie miałem z nim kontaktu od lat, ostatnio widzieliśmy się na 25-leciu matury, czyli w roku….. zmilczę ów rok, bo to strasznie dawno temu. Nie ma go na „naszej-klasie”, nikt z kolegów nie ma z nim od lat kontaktu, krążą jakieś niesprawdzone wieści, że pracuje gdzieś za granicą….aż tu nagle…wpadam na niego pod moim własnym domem, w dodatku, mimo dość wczesnej pory, bo było przed 16-tą, w stanie z lekka wskazującym… Po standartowych odzywkach typu”Kopę lat!!!”, „Co u ciebie” ect, zaprosiłem go do domu na kawę, jako że, jak już wspomniałem, spotkaliśmy się od tegoż domu 20 metrów. Wykpiłem się od czegoś mocniejszego argumentem, że dziś jeszcze będę musiał usiąść za kierownicę, więc skończyło się rzeczywiście na kawie, ale nie o tym ma być ta notka…
Tenże kolega, nazwijmy go umownie G, bo nie wiem, czy tego blogu nie czytują ludzie, którzy mogli by go rozpoznać, dosyć szybko wyznał mi, może przez wzgląd na stan, w jakim się znajdował, może ze względu na dawną zażyłość, a może dlatego, że znam wszystkich uczestników akcji poza…żoną G, otóż wyznał mi, że od kilku lat prowadzi…regularne podwójne życie. Tu, w Krakowie, mieszka jego żona, matka jego trzech synów (wszyscy dorośli, najmłodszy w wieku mojego, od ponad roku żonatego syna). Aktualnie tenże najmłodszy syn mieszka z matką. Sam G od lat mieszka i pracuje w Niemczech, dojeżdżając do Polski mniej więcej raz w miesiącu, a razem z nim, w tychże Niemczech od kilku lat mieszka…B, nasza klasowa koleżanka, dwukrotna rozwódka (dwóch dorosłych synów), szkolna miłość G. Żona podobno o niczym nie wie, a G i B są szczęśliwi jak w maturalnej klasie, tak przynajmniej twierdzi G…. Czy to nie jest temat na powieść? Najbardziej mnie zdziwiło, że G mówił o tym jak o czymś całkowicie normalnym, nie zauważyłem u niego żadnych wahań czy wyrzutów. Może bym o tym nie pisał, ale interesuje mnie opinia blogowiczów, czy aby wieść takie życie trzeba ich zdaniem mieć jakąś szczególną…konstrukcję moralną? Bo moim zdaniem…trzeba!

Dawno nie pisalem, ale to z powodu kociokwiku, jaki był moim udziałem przez ostatnie 2 tygodnie. Najpierw codzienne powroty ze Śląska po 23 i wyjazdy następnego dnia okolo 13, tylko po to, zeby wrócić po 23 i następnego dnia wyjechać koło 13….(paranoja!), związane z udziałem w BARDZO WAŻNYM KURSIE,  a w następnym tygodniu targi „POLEKO” w Poznaniu, na których nowa firma wcześniej nie miała szansy zaistnieć. Powrót do domu po tych „wyczynach” był jako zawinięcie do cichego. macierzystego portu po zwycięskiej walce z huraganem. Za to teraz pewnie nastąpi następna część kociokwiku, czyli ostateczna przeprowadzka Młodych do nowego domu. Pewnie, że większość związanych z tym wydarzeń dotyczyć będzie Ich, a nie nas, ale…coś tam rykoszetem może człowieka trafić. A potem będą święta i związany z nimi kociokwik zakupowy, kuchenny (mogę zadeklarować jedynie wykonanie prac pomocniczych, na inne niestety brak mi kwalifikacji), prezentowy i parę innych kociokwików, a potem będzie Sylwester, i znów będziemy o rok starsi…


  • RSS