wyspiarze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2009

Uff. Na szczęście upał dziś trochę odpuścił. Wczorajsze 38 stopni to była chyba ostateczna granica tego, co mogę znieść w mieście. Całe szczęście, że Aglais i Dwaxel wpadli na pomysł kąpieli w P.R. Zdecydowanie lepiej się po niej poczułem, choć jak dla mnie, a i Dwaxel wyraził podobną opinię, woda była za ciepła.
Jedno jest pewne. Klimat zmienia się na naszych oczach. Nawałnice, jakie stają się powoli niemal powszechne, trąby powierzne, upały pod 40 stopni, takie rzeczy nie zdarzały się jednak, lub zdarzały bardzo rzadko w zamierzchłych latach mojej młodości. Wiosna zwykle zaczynała się w marcu, temperatury przedlipcem rzadko przekraczały 25 stopni, z końcem sierpnia było już odczuwalnie chłodniej, wrzesień bywał różny, ale przeważnie jednak dość deszczowy, w październiku pojawiały się pierwsze przymrozki, w połowie listopada spadał pierwszy śnieg, który zwykle utrzymywał się dopołowy marca, a teraz… Niedługo nasze wnuki z niedowierzaniem będą słuchać, że w Święta Bożego Narodzenia wszystko było przysypane grubą warstwą białego puchu, a na Wielkanoc, to zwykle nieśmiało pokazywały się pierwsze bazie. Dziś nikogo nie dziwi 30 stopni w maju i 10 w styczniu. Chyba mimo wszystko wolałem ten klimat, jaki pamiętam z młodości.

Uwiąd

1 komentarz

Przeleciałem zaprzyjaźnione blogi, i co widzę? Ano, nic nie widzę. Pełny uwiąd! Jedna Koticzka coś jeszcze pisze od czasu do czasu, reszta milczy miesiącami. Czyżby naprawdę nie działo się u nich nic, czym by się chcieli podzielić z innymi? Pewnie się dzieje, ale pisać się nikomu nie chce. Ja wiem, wakacje, sezon ogórkowy, część już na (albo i po) urlopach, część się do tychże przygotowuje. My mamy do naszego wyjazdu jeszcze niemal miesiąc. Wytrzymać trudno, zwłaszcza przy ostatnich, ponad 30-stopniowych upałach, które w mieście są absolutnie nie do wytrzymania. Na szczęście w nocy zaczęło padać, zresztą pada do tej pory, więc powietrze się nieco odświeżyło. A wracając do blogów, biedronka ukąsła parę miesięcy temu, łódka o wdzięcznej nazwie „Szanta” zakotwiczyła już dawno w porcie, anarchiści ogłosili chyba przerwę urlopową, o pingpongu już nie wspomnę, bo chyba zajęta Antosiem.
Naszym podstawowym zajęciem jest opieka nad Ameliuszem. Całe szczęście, że kuracja gentamycyną (sami robimy jej codziennie zastrzyki) przynosi widoczne efekty. Nie jest jeszcze zupełnie zdrowa, ale postępy są wyraźne, a samopoczucie suni zdecydowanie się poprawia, co widać po jej zachowaniu, zwiększającej się aktywności. Szczekaczka się naprawiła, znowu można opieprzyć jazgoczące koleżanki z góry, znowu jest się zainteresowaną światem z perspektywy balkonu, nie tylko leży się plackiem pod drzwiami ze smutną miną. Mamy nadzieję, że do urlopu wszystko już będzie w zupełnym porządku. No i mamy nadzieję, że ktoś coś wreszcie napisze! :P

34 stopnie

1 komentarz

Dziś było u nas 34 stopnie, a ja ładnych kilka godzin spdziłem w samochodzie (na szczęście z klimatyzacją). W takie dni naturalne są, rozmyślania, gdzie by się chciało być w tej chwili. Zastanawiałem się nad tym dłuższą chwilę. Na pewno – na Wyspie (i nie Kubę mam na myśli, lecz wyspę, od której wzięła się nazwa naszego blogu). W drugiej kolejności, choć na krótko – w komorach chłodniczych chłodni, w których bywam dość często z racji wykonywanej pracy. – 27 stopni przez 5 – 10 minut dobrze by człowiekowi zrobiło. Może nad Bałtykiem, pod warunkiem, że będzie bryza. Oczywiście nie eliminuję całkowicie okolic Koła Podbiegunowego, choć w wersji chłodni – na krótko, bo zimna w dużej koncentracji i przez długi czas nie lubię bardziej niż upałów w mieście. Po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że alternatywą dla Wyspy mogło by być to, co bylo udzialem Aglais i Dwaxela w ubiegłym tygodniu – jachcik na Mazurach w dobrym towarzystwie. W końcu akcję „Człowiek za burtą!” można przeprowadzać i kilkanaście razy dziennie. Tak, czy owak. Nic gorszego, jak taka temperatura w otoczeniu rozgrzanych niemal do białości betonów. Mam tylko nadzieję, że za miesiąc, kiedy i my z Wyspiarką oddalimy się na ulubione, podobnie jak Bory , Mazury, pogoda będzie też do przyjęcia, choć przeżyjemy, jeśli zamiast 34 stopnie, będzie na przykład tylko 28. I tego sobie życzymy na urlop! Co nie znaczy, że mimo wyraźnego „uwiądu blogowego”, nie będzie już na tym blogu żadnych wpisów :P

Wczoraj byliśmy na ślubie Ani i Marcina. Oboje sa dziećmi naszych przyjaciół, znamy ich od małego. Pamiętamy ich jako kilkulatków,  dziś są dorosli, od wczoraj są małżeństwem. Wygląda na to, ze Dwaxel rozpoczął serię ślubów dzieci ludzi z naszej paczki. Po nim Ania i Marcin, w kwietniu przyszłego roku Justyna i Grześ, w czerwcu Paulina i Tomek. Latka lecą, dzieci sie starzeją, tylko my zostajemy tacy sami. Ślub był w pięknym , drewnianym kościółku Św. Bartłomieja, najstarszym drewnianym kościele w Polsce. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą z początku XiV wieku, w obecnym kształcie zachował się od połowy wieku XVII. Uroczystość była podniosła i wzrusząjaca, po czym Młodzi i goście specjalnie wynajętym TRAMWAJEM (sic!) przejechali przez całe miasto, aż do Cichego Kącika. Wesele zorganizowane było w Karczmie „Pod Blachą”. Humory wszystkim dopisywały, bawiliśmy się świetnie. Gospodarze dołożyli wszelkich starań, żeby nikomu niczego nie brakowało. Tańce, hulanki i swawole trwały do białego rana. Młoda Para wyglądała pięknie, Ania w sukni koloru ecru, Marcin w garniturze w delikatnym odcieniu brązu.
ŻYCZYMY ANI I MARCINOWI DUŻO SZCZĘŚCIA NA NOWEJ DRODZE ŻYCIA. NIECH IM SIĘ DARZY!


  • RSS