wyspiarze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2009

Katastrofa

1 komentarz

Kiedy jechalem dzis do bankomatu, a byla niedziela, godzina około 18, nagle przed szybą samochodu z okolic, gdzie odbywał się piknik lotniczy, zauważyłem wydobywające się kłęby czarnego dymu.W pierwszej chwili pomyślałem o wypadku, ale po chwili uspokoiłem się, myśląc, że pewnie są jeszcze jakieś ćwiczenia strażackie, może zapalili opony. Niestety, to jednak był wypadek. Spadła Cessna 172. Według aktualnych wiadomości z publikatorów, 1 osoba nie żyje, 3 są ranne, w tym dwie ciężko. Jakieś fatum wisi nad takimi imprezami w Polsce, dwa lata temu Radom i formacja akrobatyczna „Żelazny”, teraz Kraków. A przecież mieliśmy kiedyś podobno najlepszych pilotów na świecie. Najgorsze dla mnie jest to szukanie sensacji. Na krótkiej trasie (może 100 m) od samochodu do domu, 4 obce osoby zaczepiły mnie słowami: Wie pan, samolot się rozbił na Tysiąclecia… W ich głosach nie słyszałem żalu, a jedynie sensacyjną informację. Ktoś mi kiedyś powiedział, że w tego typu imprezach jak rajdy samochodowe czy pikniki lotnicze, część publiczności bierze udział z nadzieją, że może coś się stanie, może ktoś się rozpieprzy o drzewo… Nie wierzyłem w to, ale dziś zacząłem wierzyć. „Panem et circenes”, a zwłaszcza „circenes”, o „panem”, od czasu gladiatorów jednak jakoś sam dba. Przyznam, że mnie to brzydzi. O tempora, o mores! Łączymy się w żalu z Rodziną tragicznie zmarłego pilota i w nadziei z Rodzinami tych, którym udało się przeżyć.

Bardzo współczuję ludziom, poszkodowanym w ostatnim czasie przez powodzie (Ropczyce, Kłodzko). Okazuje się jednak, że i my staliśmy się w pewnym sensie ofiarami pogodowych anomalii, a to za sprawą Amelii. Zdecydowane pogorszenie jej stanu po nie do końca wyleczonaj anginie nastąpiło w środę. Przypomnieliśmy sobie dzisiaj, a weterynarz potwierdził, że to może być powód, że we wtorek na wieczornym spacerze dopadła nas piekielna burza. Po powrocie Amelia wyglądała, jakby przed chwilą wyszła z jeziora. Wyspiarka co prawda wytarła ją do sucha, ale nie zmienia to faktu, że następnego dnia pies zaczął wyglądać jak chomik, trzymający w wolach tygodniowe zapasy. Dziś sunia dostała kolejną porcję zastrzyków (4). Okazało się, że jeden z tych specyfików oparty jest na wyciągu z jadu kubańskiej tarantuli. Ciekawostka przyrodnicza! Najważniejsze, że pies ma się dużo lepiej, aczkolwiek jeszcze nie jest całkiem dobrze. We wtorek następna porcja kubańskiej tarantuli :P

Niestety Amelia znowu chora! o trzynastej zadzwonłl do mnie spanikowany Wyspiarz – Amelka wygląda jak chomik, na dwa guzy wielkie jak piłki tenisowe na szyji.  Od kilku  dni znowu nie zachowywała się normalnie i mieliśmy dzisiaj w planie wizytę u doktora, ale nie spodziewałam sie czegoś takiego. Na szczęście w tym momencie byli u mnie Aglais i Dwaxel, więc porzuciłam pracę i ” na sygnale” pojechalismy do domu. Wsadziliśmy biedne maleństwo do samochodu /  nie chciałam, żeby nadwerężała siły na dojście do kliniki, choć to niedaleko/. Kiepsko oddychała, miała w oczach ból i cierpienie. Wyspiarz był na granicy wtargnięcia do gabinetu, gdzie siedziała Pani bez zwierzaka. Na szczęście szybko wyszła.  Doktor od razu przyygotował 4 zastrzyki – penicylina, streptomecyna, dexaven i wapno z witaminami. Stwierdził, że to bakteryjne zapalenie ślinianek i węzłów chłonnych, grozi to ropniem, ale narazie czekamy do soboty, do następnej wizyty na kolejną serię zastrzyków. Minęło kilka godzin i jest lepsza. Pije wodę i zjadła dwie małe miseczki kaszki manny ze zmiksowanym kurczakiem. Obrzęk trochę się zmniejszył. Wyspiarz zadeklarował, że nie będzie palił, byle Amelka wyzdrowiała. Ja nie wiem jakie mam podjąć zobowiązanie, ale wolałabym sama chorować, bo przynajmniej mogę powiedzieć co mi dolega.
Nasze ostatnie doświadczenia są dość ponure w kwestii zdrowotnej. Mama naszej Przyjaciólki  Ewy mimo, starań wszystkich zmarła w moim szpitalu. Zaprzyjaźniona Basia ma problemy zdrowotne. Mimo wszystko mam nadzieję, że to wszystko dobrze się skończy. Niech wszyscy chorzy trzymają się!

Narzekania

Brak komentarzy

Podobno przyszło lato. Piszę „podobno”, bo z tego co widać dziś za oknem owo lato w najmniejszym stopniu nie wynika, chyba że jest to lato w Irlandii. I w dodatku tak ma być jeszcze do końca tygodnia. Żyć się odechciewa – a dopiero pisałem, że życie jest piękne. Dziś w ogóle mam ochotę sobie ponarzekać. Operacja firmową kartą VISA została przez bank zarejestrowana… 5 dni po wykonaniu, kiedy zdążyłem już o niej zapomnieć. Narobiło mi to takiego zamieszania na koncie, że o mało nie doprowadziło do powstania debetu. Trzeba zmienić bank. W tym, gdzie mam prywatne konto operacje pojawiają się w systemie bankowości internetowej w momencie wciśnięcia „Enter” przez urzędniczkę w banku, albo natychmiast po operacji kartą. Dziś jest generalnie zły dzień. Dotarła do mnie wiadomość o śmierci Mamy naszej przyjaciółki. Wszyscy Ją znaliśmy i lubiliśmy. Ubiegły tydzień „dał nam w kość” pod względem zawodowym. Robota była trudna i „zahaczyła” nawet o sobotę. Jutro będziemy ją kończyć, oby z sukcesem. Konkurencja walkę o Klienta posuwa do absurdu, skutecznie psując rynek i zmuszając nas do obniżania cen do granic opłacalności. Czyżby nie mieli jeszcze świadomości, że my to wytrzymamy, ale oni… nie koniecznie. No cóż. Żałować ich nie będziemy. Za głupotę i złościwość trzeba płacić! No, ponarzekałem, i zrobiło mi się trochę lżej. Mam nadzieję, że następna notka będzie bardziej optymistyczna :P

   Dziś Amelka po raz pierwszy od czasu, gdy zachorowała, obszczekała swoje „koleżanki” z góry. Wyraźnie wraca do formy po serii zastrzyków. Oczka znowu błyszczą, uszka jak dawniej stoją i pracują jak dwa radary, ogon przypomniał sobie, że służy do wyrażania radości, minka zupełnie inna, niż przez ostatnie dni. Cieszymy się bardzo, zwłaszcza, że i Wyspiarka ma się dużo lepiej. Straszą nas prognozy meteorologiczne, choć akurat w chwili, gdy piszę te słowa za oknem piękne słoneczko. Oby tak się utrzymało, bo Aglais z Dwaxelem zaprosili nas na piątek i sobotę do R., gdzie pojechali wczoraj na przedłużony week-end. Obiecuję sobie solidnego grilla, może nawet zabiorę z sobą gitarę i Aglais będzie wreszcie miała okazję zaśpiewać o słodkich pierniczkach, co to ich dla wszystkich nie starczy i tak! Przyda się taki „przecinek” w dość pracowitym okresie, tym bardziej, że roboty dokońca czerwca będzie sporo, łącznie z kilkoma wyjazdami. Póki co, życie jest piękne!

   Niestety ze zdrówkiem Amelki, ale co gorsze i Wyspiarki, nie jest jeszcze dobrze. Wyspiarka mówi, że właściwie nic jej nie jest poza tym, że gardło Ją boli, ale jest to dla Niej dokuczliwe. Amelka nic nie mówi, szczekaczka dalej nie w formie, coś tam wczoraj probowała szczekać na „koleżanki” z góry, ale nie bardzo jej wyszło. Poszliśmy z nią wczoraj po południu jeszcze raz do weterynarza. Tym razem dostała 4 zastrzyki, bo tamte poprzednie chyba już przestały działać, a baliśmy się jakiegoś kryzysu w week-end, kiedy pomoc weterynaryjna jest ograniczona. Dziś na porannym spacerze, który odbyliśmy o barbarzyńskiej 5 rano (tym razem z powodu bezsenności Wyspiarza), pobiegała trochę za rzucanym jej patykiem, i humor jej się z lekka poprawił, ale to jeszcze nie jest ten pies, o wiecznie łobuzerskim wyrazie pychola.
Teraz z innej beczki:
   Z niebotycznym zdumieniem czytam sondaże przed jutrzejszymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Co prawda w Krakowie per saldo wygra prawdopodobnie PO, i całe szczęście, ale indywidualnie poza konkurencją jest według sondaży niejaki Zbigniew Ziobro, który przed niemal dwoma laty wsławił się brakiem jakichkolwiek zasad w postępowaniu, zmierzającym do likwidowania politycznych przeciwników przy jednoczesnym robieniu sobie publicity. Gdyby to było w Koziej Wólce (nie obrażając jej mieszkańców, o ile taka miejscowość istnieje), to bym się może specjalnie nie dziwił, ale w podobno inteligenckim Krakowie? Mimo upływu 20 lat od obalenia komuny (obchody tej rocznicy to temat na osobną notkę, ale nie chce mi się babrać w tym g…), mentalność przeciętnego Kowalskiego chyba się jednak bardzo nie zmieniła. Ile jeszcze trzeba będzie na to czekać? Póki co, T R Z E B A jutro iść na te wybory. Nie będzie „Pisior” pluł nam w twarz!

Amelia

6 komentarzy

   Za chwilę wybieramy się z Amelką do weterynarza. Biedny zwierzak, coś jej jest, a my nie wiemy co. Od kilku dni jest markotna, prawie nic nie je, na spacery wychodzi tylko na chwilę, sama ciągnie mnie do domu, czgo nigdy nie robiła, To chyba coś z pyskiem, albo się skaleczyła, albo boli ją ząb. Ma ślinotok, nigdy go nie miała. Jesteśmy naprawdę przejęci oboje z Wyspiarką. Mam nadzieję, że to nic naprawdę poważnego. Człowiek dopiero w takich chwilach tak naprawdę docenia ludzkie umiejętności komunikacji. Zwierzakowi coś jest, ale nie potrafi powiedzieć, co. A nas to męczy, chcemy jej pomóc, ale nie wiemy jak. Oby tylko doktor się zorientował. To dobry weterynarz, chodziliśmy do niego jeszcze z Maksem. Myślę, że pomoże!


  • RSS