wyspiarze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2009

   Ostatnimi czasy większość znajomych blogów niemal całkowicie zamarła. Pewnie, wszyscy żyjemy w biegu, a kiedy znajdujemy chwilę dla siebie, często jesteśmy już tak zmęczeni, że trudno sklecić sensowne zdanie, ale brakuje mi tych żarliwych dyskursów, które po niektórych notkach się pojawiały. Mam zresztą podejrzenia, że one nadal się toczą, ale w innych miejscach, do których nie mam dostępu. Więzi międzypokoleniowe to dobra rzecz, ale od czasu do czasu, a tak na codzień, to młodsi lepiej się jednak czują we własnym gronie, nie narażeni na wampiryczne ssanie ich życiowych soków przez tych, którzy swój półmetek życia mają dawno za sobą.
   W komentarzu do mojej poprzedniej notki Dwaxel wspomniał o kryzysie wieku średniego, który mnie wyraźnie dopadł, do czego się zresztą, acz niechętnie, przyznaję. I tak wydaje mi się, że dość późno, jako że określenie mojego wieku jako „średni” mogę traktować tylko jako komplement (wystarczy wejść na mój profil na „naszej-klasie”, żeby się dowiedzieć, jaki on jest „średni”, a już za trzydzieści kilka dni „przewinie się” kolejna cyferka na liczniku). Broniłem się długo i skutecznie, ale wreszcie i mnie dopadło. Jakże zresztą miało nie dopaść, skoro z bliska obserwuję jak pokolenie mojego syna dorośleje, startuje w prawdziwe życie, gdzie jesteśmy im coraz mniej potrzebni,  autorytet, który jak nam się wydaje mamy, staje się dla nich zbędnym balastem, a niepewność w posługiwaniu się nowoczesnymi narzędziami, którą prezentujemy, coraz częściej wzbudza uśmiech niemal politowania. I cóż z tego, że żaden z tych młodych ludzi nie potrafi posługiwać się na przykład suwakiem logarytmicznym, skoro najbardziej skomplikowane obliczenia wykona za nich komputer. Cóż z tego, że chyba większość z nich nie potrafiłaby określić stron świata w gęstym lesie w pochmurny dzień, albo trafić do wyznaczonego celu posługując się azymutem, skoro pewnie prowadzi ich GPS. Nasza wiedza i umiejętności, z których kiedyś byliśmy tak dumni, dziś staje się coraz bardziej bezużyteczna, za to większość z nas nie nadąża za nowinkami i coraz bardziej pozostaje w tyle. Staram się nie poddawać, walczę o to, żeby nie odstawać całkowicie, ale efekty można przewidzieć już teraz. Jeszcze kilka lat lawinowego rozwoju techniki, i przyjdzie się poddać. No cóż, naturalna kolej rzeczy, a że nie wpływa najlepiej na nastrój? To też naturalna kolej rzeczy.

   Fajno, kiedy w moim wieku zaczyna się wszystko od nowa. Wybór mebli do nowego biura, uzgodnienia z ekipą remontową, nowy szyld nad wejściem, nowy zapał i zupełnie inna motywacja do pracy, uśmiech zadowolenia na widok zaangażowania Wspólnika, a do tego wiosna, która, kurde blaszka, prędzej czy później i tak nadejdzie. Nie jestem, i nigdy nie byłem pracoholikiem, bliżej mi zawsze było do hedonisty, choć życia całkiem bez pracy też sobie raczej nie wyobrażam, ale już od dawna nie sprawiała mi ona takiej satysfakcji. Czasem tylko w głowie zakiełkuje myśl, że już za miesiąc z niewielkim hakiem , hm, hm… kolejne urodziny. Mimo wszystko jestem przekonany, że warto było! Stojąc przed takimi wyzwaniami, człowiek nie ma czasu na myślenie o upływającym czasie, a to chyba dobrze. Najbardziej rozbawił mnie Dwaxel, mówiąc mi wczoraj: Wiesz tato, ja niedługo skończę 25 lat, to już bliżej do 30 niż do 20. Na Ozyrysa, jak ja bym chciał mieć takie problemy! :P

Rozbitkowie

1 komentarz

Widzę ich niemal codziennie. Obdarty, zarośnięty i brudny
bezdomny, przeszukujący czeluści śmietnika z nadzieją, że znajdzie tam coś, co
może uda się sprzedać za kilka złotych, żeby zdobyć środki na zakup taniego
wina, i jego kudłaty, czarny pies, stąpający krok za krokiem za swoim panem.
Zwierzę nie spuszcza kloszarda z oczu, patrzy na niego wiernymi, psimi oczyma,
czekając na każdy gest, każde słowo. Mężczyzna od czasu do czasu pochyla się,
żeby pogłaskać psa, który w tych chwilach przymyka oczy i pręży grzbiet
popiskując cicho z ukontentowania. Nigdy nie widziałem, nawet wtedy gdy Staszek
jest ewidentnie podchmielony (wiem jak ma na imię, bo słyszałem kiedyś, jak
zwracał się co niego inny bezdomny), żeby uderzył, lub choćby podniósł głos na
psa. Mówi do niego pieszczotliwie i łagodnie, a pies zdaje się rozumieć każde
słowo, patrząc swojemu panu w oczy.

            Człowiek
i pies, dwóch rozbitków na oceanie świata. Dobrze, że mają wzajemnie chociaż
siebie.

   W ubiegłym roku bardzo niecierpliwie czekałem na pierwszy dzień wiosny, choć tylko nieliczni wiedzą tak naprawdę, dlaczego. W tym roku czekam na wiosnę z tych samych powodów co wszyscy. Najnormalniej mam dość zimy, marzy mi się ciepełko, słoneczko i zieleń zamiast szarugi, brudnego śniegu i chłodu. Mam nadzieję, że te „podrygi” zimy, które się niestety jeszcze zdarzają są już ostatnimi. Gdyby to miało pomóc wiośnie, byłbym gotów na jej powitanie nawet zgolić siwą brodę, którą noszę od niepamiętnych czasów (oczywiście nie zawsze była siwa), choć w tej akurat materii Wyspiarka żywo protestuje. Oczywiście zastosuję się do życzenia swojej Żony, więc broda chwilowo jest uratowana. Tak czy owak, wiosna się zbliża milowymi krokami, o czym świadczy intensywna zmiana futra u Amelii, co jest wskazówką o wiele pewniejszą od jakichkolwiek prognoz meteorologicznych. A więc, oby do wiosny!

To brzydko

Uśmiechać się ironicznie

Na widok rozpaczliwego  miotania płotki

Przekonanej, że jest szczupakiem

To niemal nieludzkie

Z uśmiechem satysfakcji patrzyć

Na konwulsyjne ruchy nóżek muchy-ścierwnicy

Przybijanej szpilką do blatu stołu

To wręcz nieprzyjemne

Poczuć pod butem rozdeptywaną

Dżdżownicę, co się mieni anakondą

 

Ale się jej to, francy

Płotce, ścierwnicy, dżdżownicy

Należało!

   Drobinki czasu przelatują
przez palce, tracąc jakiekolwiek znaczenie po bolesnym upadku na betonowe
podłoże. Myśli pojawiają się i znikają w przebłyskach jak wirujący rój
robaczków świętojańskich. Doświadczenia przeżyte i tylko wyobrażone wysypują
się z szali wagi, podczas gdy na drugiej szali ciężko spoczywa rozsądek i
wyrachowanie. Czas na szalone kaskady fajerwerków, niech jutro nie będzie już
takie samo jak dziś! Zabierzmy do jednej 
torby podróżnej to tylko co niezbędne, zaprośmy jedynie kilka najbliższych
osób i …w drogę! Niemal wszystko, co składa się na dotychczasowy bagaż  okazuje się głupie i bez sensu. Pora zacząć od
nowa! Jestem nieważki, uroszę się nad sobą obserwując  z rosnącym rozbawieniem to, co kiedyś
wydawało mi się ważne, niezbędne, uporządkowane. Tyle straconych lat, tego mi
szkoda. Czy znajdę jeszcze dość sił i entuzjazmu, żeby od nowa zacząć
wspinaczkę na szklaną górę, na szczycie której stoi zamek w którym mieszka mój
sukces i powodzenie? Czy nie ustanę w pół drogi? Czy kilka smutnych osób w
kondukcie nie powie kiedyś z melancholijnym uśmiechem: „Porywał się z motyką na
słońce, ale nie zdążył”? Czy parę innych osób patrząc na ten kondukt nie
uśmiechnie się z mściwą satysfakcją? 
Rząd błyszczących oczu wpatruje się we mnie z oczekiwaniem, nadzieją,
czasem powątpiewaniem. Troskliwie, obojętnie, z niechęcią, z miłością – ileż
może wyrazić spojrzenie. Wciągam brzuch i naprężam mięśnie. Niech widzą, że sił
mam jeszcze dosyć! Stojąc u podnóża szklanej góry zadzieram głowę. Cholernie
wysoko ten zamek. Ale dojdę!


  • RSS