wyspiarze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2009

                Ostateczne
rozwiązania zawsze napawają nas obawą. Rozsądek podpowiada, aby pozostawić
sobie wariant rezerwowy, jakąś polisę w razie niepowodzenia planów, ale wówczas
rozwiązanie przestaje być ostateczne, a staje się nijakie, nie załatwia
niczego, nie powoduje przecięcia nabrzmiałych przez lata wrzodów. Więc czasem
trzeba podejmować rozwiązania ostateczne, odciąć pępowinę przeszłości i rzucić
się głową naprzód na głęboką wodę. Trzeba wcześniej, rzecz oczywista,
sprawdzić, czy woda jest naprawdę głęboka, czy pod powierzchnią nie kryje się
zdradliwa mielizna lub ostra rafa, które mogą zatrzymać nas zaraz na początku
nowej drogi. Płyniemy w krystalicznie czystej wodzie, wreszcie nie oplątani
przez obrzydliwe, śliskie wodorosty. Silnymi ruchami ramion burzymy spokój
niezmąconej tafli. Na horyzoncie cel, wyspa, po której osiągnięciu będziemy
wreszcie u siebie, razem z tymi, z którymi chcemy, a nie musimy ku niej płynąć.
Mamy pewność, że nie zabraknie nam sił przed metą. Musimy ją mieć, nie
asekuruje nas żadna łódź.

                Już
nigdy nie będziemy musieli robić niczego wbrew sobie, godzić się na działania,
których nie pochwalamy. Pełna swoboda, absolutna asertywność! Wspieramy ludzi,
którzy są dla nas ważni, i wiemy, że na ich wsparcie możemy liczyć wzajemnie. Nie
musimy zastanawiać się, jakich pułapek i intryg możemy oczekiwać od tych,
którzy z faryzeuszowskim uśmieszkiem udają, że ich cele są takie same jak
nasze, a  zasady, którymi się kierują są
czyste.

                Ostateczne
rozwiązania. Obawy i nadzieje, trochę strachu, wiele  zapału. Jednak czasem trzeba je podejmować! :P

Wybór

6 komentarzy

                Wyborów
dokonujemy przez całe życie, a każdy wybór nieodmiennie zmienia tego życia
koleje. Bywają wybory dobre i złe, mądre i głupie, a powodzenie życiowe zależy
od tego, których jest więcej. Czasem podejmuje się decyzje odruchowo,
spontanicznie, czasem po gruntownym przemyśleniu i analizie przewidywanych
skutków. Nie zawsze ta analiza sprawdza się w późniejszej rzeczywistości. Los
jest reżyserem, lubiącym wprowadzać nagłe i niespodziewane zwroty akcji. Czasem
przeoczenie jakiegoś elementu układanki powoduje, że cała misterna konstrukcja
wali się w jednym momencie jak domek z kart. Jeśli nie pogrzebie pod sobą
budowniczego, niekiedy jest szansa na ponowne, mozolne odbudowywanie gmachu,
nierzadko jednak ruiny pozostają na przestrogę innym, a w nich okaleczona na
całe życie  ofiara. Doświadczenie i
przezorność mogą bardzo pomóc, ale nie wszyscy umieją korzystać ze swoich i
cudzych doświadczeń, a cnota przezorności również nie jest każdemu dana. W
euforii udanych przedsięwzięć, wzbijając się w górę, nietrudno nie zauważyć, że
słońce świeci coraz mocniej, a wosk, którym spojone są skrzydła coraz bardziej
mięknie, a gdzieniegdzie już kapie gorącymi soplami.

                Pod
beznamiętnym wzrokiem gapiów spadamy w śmiertelnym korkociągu. Wszyscy odsuwają
się, by nie stać w miejscu, na które runiemy. To chyba jedyny raz w życiu,
kiedy wyboru już nie mamy. Upadniemy tam, gdzie rzuci nas nieubłagana
grawitacja. A potem? Są tacy, co twierdzą, że potem znów się wzbijemy… jako
animula vagula blandula. Czy ciała astralne też mają dar wyboru?

Fotografia

4 komentarzy


   Przeglądam zakurzone teczki pełne pożółkłych papierów i wyblakłych fotografii. Rękopisy, maszynopisy, wycinki z gazet, legitymacje odznaczeń, angielskie prawo jazdy, dyplomy, świadectwa patentowe, przedwojenna legitymacja oficerska, książeczka uposażenia oficera, z której dowiaduję się, że w 1945 roku kapitan Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie otrzymywał żołd w wysokości 22 funty i 10 szylingów miesięcznie, co przy ówczesnej wartości funta wcale nie było małą kwotą. Przeglądam te papiery ze wzruszeniem. Jest w nich całe życie mojego Ojca.
   Wpada mi w ręce fotografia, przedstawiająca upozowaną starannie grupę wojskowych. Młodzi chłopcy w żołnierskich płaszczach, pasach z ładownicami, na głowach chełmy typu francuskiego, w rękach lub na ramionach długie karabiny, chyba Lebel, z nasadzonymi bagnetami. Drugi od lewej stoi mój Tato. Odwracam zdjęcie. Na odwrocie opis charakterystycznym pismem Ojca: Rok 1929. Kurs Unitarny Szkły Podchorążych Inżynierii w Różanie nad Narwią. Mój Boże! Miał wtedy osiemnaście lat!
   Patrzę na fotografię z dojmującym odczuciem nieuchronności przemijania. Wiem sporo o tych chłopcach ze zdjęcia z opowieści Taty, których uwielbiałem słuchać jako dziecko. Za 10 lat, jako oficerowie Wojska Polskiego będą się zmagać z niemiecką nawałą. Żadnego z nich nie ma już nigdzie, poza pamięcią. Kilku nie zdążyło się zestarzeć. Ich kości użyźniły ziemię pobojowisk Wielkiej Wojny. Dwóch, pod ciosami losu, zanim przyszła po nich litościwa śmierć – umarło za życia. Kilku innych wojenna zawierucha rozniosła od Anglii po Nową Zelandię. Paru poznałem. Starsi panowie z miniaturkami odznaczeń w klapach marynarek, podczas rocznicowych zjazdów. U trzech z nich, w tym u Taty, na pierwszym miejscu miniaturka Krzyża Virtuti Militari na granatowej wstążce z dwoma czarnymi paskami.
   Każdy z nich był dla siebie mikro-światem, a teraz pozostała po nich jedynie pamięć i garść wyblakłych fotografii.

   Wczoraj znajomi przysłali nam kilka zdjęć z ostatniego Sylwestra. Na jednym grupa roześmianych przyjaciół przy ognisku, dzierżąca w dłoniach kubki z „herbatką po góralsku”. Czy ktoś, kiedyś, po latach oglądając te fotografie zaduma się nad naszym życiem?

                Dyskusja,
jaka ostatnio się rozpętała wynikła, jak mi się wydaje z t.zw. „kryzysu wieku…hm,
hm… średniego”, który mnie najwyraźniej dopada. Mimo wszystko jednak nie
zabraniam Wam późno chodzić spać, albo jeść słodycze przed nocą, bo kiedy u
licha mielibyście robić te wszystkie wspaniałe rzeczy, jak nie teraz, kiedy
jesteście piękni i młodzi :D? Tym bardziej nie przychodzi mi do głowy mówić
Wam, że na czymś się nie znacie, bo jesteście za smarkaci. Fakt, drzewiej tak
bywało, że starsi mieli zawsze rację z tego tylko tytułu, że byli starsi. Ideałem
młodego chłopaka był jego ojciec, a młody o niczym innym nie marzył, żeby
wzorem swojego taty założyć zbroję, mundur, melonik* (niepotrzebne skreślić), a
dziewczyny pragnęły zaliczyć wreszcie pierwszy bal i wystąpić na nim w długiej
sukni, jak matka. Dziś jednak obserwujemy zjawisko wręcz odwrotne. Ja na
przykład z upodobaniem noszę komplet dżinsowy, choć w moim wieku to już zakrawa
na lekką ekstrawagancję. Wy nie marzycie, żeby się do nas upodobnić, to my
staramy się za Wami nadążyć, stąd moje wywody o protekcjonalnym klepaniu po
ramieniu. Nie następuje ono tak długo, jak długo ten dystans, o który jesteście
przed nami, nie jest zbyt duży. Dopóki używam komputera, jeżdżę samochodem,
potrafię się posługiwać komórką czy aparatem cyfrowym, jestem jeszcze do
strawienia. Sam to widzę po sobie. Kocham swoją Mamę, i chyba nikt nie ma co do
tego wątpliwości. Ale fakt, że jeśli zdarzy Jej się zapomnieć jak odczytać SMS,
albo kiedy nie mogę Jej wyjaśnić jak działa internetowy system bankowy
powoduje, że nieświadomie zaczynam traktować Ją trochę protekcjonalnie. Wcale
nie jestem z tego dumny, ale tak jest, i stąd moje obawy, że kiedyś tak to
zadziała w stosunku do mnie. Jeżeli ktoś z mojego pokolenia wyobraża sobie, że
z samego tylko tytułu wieku może patrzeć z góry na młodych, wykształconych,
inteligentnych ludzi, to jest po prostu żałosnym kretynem, i powinien w
ciepłych kapciach siedzieć na piecu i nie zabierać głosu na poważne tematy! :P

                I
jeszcze jedno, co dotyczy tego „wampiryzmu”, o którym pisałem w komentarzu na
blogu Aglais. Otóż jestem absolutnie pewny, że gdyby nie częsty i żywy kontakt,
jaki mam z młodymi ludźmi, który po pierwsze uświadamia mi, jacy są fajni, a po
drugie owocuje uczeniem się od nich różnych rzeczy, o których jeszcze niedawno
nie miałem pojęcia (ostatnio np. wrzucania zdjęć na blog), już dawno
siedziałbym w wieży z kości słoniowej i miał Młodym za złe, że nie szanują
autorytetów. Sporo moich rówieśników już tak ma :P

Problemy

4 komentarzy

Ostatnia notka Aglais sugeruje, że im dłużej żyjemy, tym bardziej jesteśmy przekonani, że problemy, z jakimi borykamy się dziś, są o wiele poważniejsze od tych, które mieliśmy kiedyś. A ja się z tym akurat nie zgadzam! Problemy trzynastolatki są szyte na miarę trzynastolatki. Problemy dorosłej mężatki są oczywiście zupełnie innego kalibru, ale nie znaczy to wcale, że obiektywnie są poważniejsze. Chyba nikogo nie muszą przekonywać, że życie składa się z problemów, a sztuka życia, to sztuka tych problemów rozwiązywania. Zdaję sobie sprawę, że to co przed chwilą napisałem nie brzmi szczególnie optymistycznie, ale trzeba mieć świadomość, że rozwiązywanie problemów, utrzymywanie się na powierzchni tego tygla zdarzeń, jakim jest życie każdego człowieka, jest z czasem źródłem satysfakcji. Mam świadomość, że dalsze drążenie tego tematu nieuchronnie doprowadzić może do przemyśleń odnośnie sensu życia jako takiego, a na dywagacje na ten temat o tak wczesnej porze, i na trzeźwo, nie mam nastroju :P Zakończę więc konkluzją: Szanujmy swoje dzisiejsze problemy, bo jutrzejsze mogą być poważniejsze! :P Kurka wodna, a w zamierzeniu miała to być notka optymistyczna. Chyba mi nie wyszło!

Minęły Święta, minął Sylwester, jesteśmy znów w ferworze normalnej pracy. Zima chyba powoli „pęka”, zaczyna się robić cieplej. Powoli trzeba się wdrażać w cieplejsze temperatury, jako że zima ponoć zaczyna odchodzić. Tak,czy owak, „rzeczywistość skrzeczy”, więc chyba powoli musimy zacząć myśleć o wiośnie (w styczniu!?). Pozostaje mieć jeden komunikat: Oby do wiosny!!!

Sylwester

4 komentarzy

Jak już pisałem, Sylwestra spędziliśmy w tym roku w gronie przyjaciół w Borach Tucholskich. Dom w zimie wygląda trochę inaczej.

Po rytualnej wręcz saunie zaczęliśmy od zapalenia ogniska, na którym smażyliśmy kiełbaski, popijając herbatką z łącką śliwowicą

Właściwa impreza zaczęła się po 22

Punkt o godzinie „Zero” otworzyliśmy szampany

Po życzeniach przyszedł czas na fajerwerki



A potem były pląsy do rana

A rano był spacer noworoczny

Ogólnie było super, a że u mnie jaki Sylwester, taki rok, rokowania na 2009 są dobre :D


  • RSS