wyspiarze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2008

Zainspirowany dyskusją z Szoszonem w komentarzach do poprzedniej notki przypomniałem sobie jeszcze jeden twór, który powstał w tym samym okresie co poprzedni na kanwie afery Kaczmarka, przy okazji której prominentni przedstawiciele PiS wylewali również kubły pomyj na Michnika, Kuronia czy Bartoszewskiego. Niejaki Karski i Kurski to sztandarowe przykłady takich kundelków. Pozwalam sobie wobec tego zamieścić :P

            Prawo i Sprawiedliwość

 

 

Polska, z Polską, dla Polski, z
nami Polska cała,

Tylko ci, co nam wierzą będą
Polakami.

Nie pytajcie się ludzie, co wam
Polska dała,

Myślcie lepiej co dla niej macie
zrobić sami.

 

Są przejściowe trudności,
koniunktura trzeszczy,

Trzeba wiele wyrzeczeń, lecz
wiesz dobrze, brachu,

Czas rozliczyć złodziei, i kraj
będzie lepszy,

Pod naszym kierownictwem
przegonimy zachód.

 

Nic dziś dla nas nie znaczą czyny
heroiczne,

Tych nielicznych, co w lochach
komuny cierpieli,

Winy ich równie wielkie, jak
zasługi liczne,

Nie potrafili w porę wytępić
złodziei.

 

Niektórzy nawet twierdzą , że z
żydokomuną,

Stąpając ręka w rękę ojczyznę
gnębili,

Śpiewając dla zmylenia: runą
mury, runą,

Sami te mury z kratą dla nas
postawili.

 

To prawda, żeśmy wtedy nie
protestowali,

Lub w grupie przedszkolaków
szliśmy na pochody,

Dziś my tych co walczyli będziem
oceniali,

Bo odwaga i honor dawno wyszły z
mody.

 

Dziś wystarczy interes nad honor
przedłożyć,

Jak wrony równo krakać, byle w
dobrej partii,

A można się dla siebie i swoich
obłowić,

A wszystko dla idei i dla
demokracji.

 

Głupi, głupi narodzie,  sam wybrałeś 
sobie,

Więc nie zrzędź, że prywata,
korzyść osobista,

Że kołtuństwo, nepotyzm, bo w
posła osobie

Obrażasz naszą Polskę, co jak
Matka czysta.

 

Dumni, butni Polacy, nikt ich nie
przekupi,

Przyjaciele i wrogi tak o nas
wołali,

Dziś się śmieją, i mówią: jacyż
oni głupi,

Że łajdaków i durniów do Sejmu
wybrali…

 

Lecz kiedyś zdasz rachunek za twe
nieprawości,

Ktoś kiedyś cię o winy z
przeszłości zapyta,

Któż taki?, zapytujesz, trzęsąc
się z wściekłości,

Polska, gnido obmierzła,
RZECZYPOSPOLITA!

 

 

Rentyny, 22 sierpnia 2007

Porządkując dysk znalazłem coś, co zdarzyło mi się popełnić podczas ostatnich wakacji, kiedy to w pełni trwała afera Kaczmarka i innych, premierem był Jarek K., a media pełne były bufonów i kretynów z wiadomego obozu politycznego.
Znalazłem, przeczytałem i postanowiłem zamieścić z pytaniem: Co, tak naprawdę, mimo zmian, jakie zaszły na scenie politycznej od tamtej pory, zmieniło się w mojej „ulubionej” formacji? Jakie panowie: Jarek K., Przemek G., Michał K., czy moja szczególna sympatia, Zbigniew Z. wyciągnęli wnioski z cięgów, jakie dostali? Moim zdaniem zmian nie widać, a wniosków nie wyciągnięto :P

 

              „Klasa
polityczna IV RP”

 

 

Mordy pełne frazesów, Polska, Polski, Polsko

Wszystkowiedzące miny i zastęp goryli

Tabuny mikrofonów, błyskawice fleszy

Limuzyn czarny poblask co poraża bosko

Spojrzenia z wysokości tych, co dostąpili

Wiedzy, co niedościgła dla pospólstwa rzeszy

 

Okaleczając język trąbią pustosłowie

Z kretyńskim wzrokiem ryby w pistacjowym sosie

Sączą prawdy natchnione do uszu gawiedzi

Wybrańcy, dobroczyńcy, po prostu …posłowie

Czym sobie zasłużyłem, by takowi ktosie

Siedzieli sobie w Sejmie, nie tam, gdzie się siedzi?…

 

Ile nam jeszcze afer, ile nienawiści

Trzeba, aby hołotę przegonić od steru

By orzeł znów był orłem, a nie jakąś kaczką

Nie wołam rewolucji, nie wołam, aliści

Wiem, że majestat Polski nie równa się zeru

Wiem też, że wciąż się śmieją ci, co na to patrzą

 

O kraju mój, choć asfalty u ciebie dziurawe

Choć pijacy na skwerach to widok powszedni

Choć od tak dawna wiele ci się nie udaje

Zbudź się mój piękny kraju, wspomnij dawną sławę

Kiedyśmy byli dumni, pomimo że biedni

Powstań Polsko! Już słyszę ….powoli powstaje

 

Rentyny, 21 sierpnia 2007

 

 

Wiele lat temu w programie III Polskiego Radia, znany profesor mniemanologii stosowanej, nieodżałowanej pamięci Jan Tadeusz Stanisławski, prowadził cykl wykładów „O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia”. Z perspektywy ponad 30 lat, jakie minęły od tej pory trzeba stwierdzić, że, abstrahując oczywiście od religijnego aspektu tych Świąt, które, aczkolwiek oba z założenia radosne, upamiętniają jednak zupełnie inne wydarzenia, upodabniają się do siebie coraz bardziej. Przykłady? Proszę bardzo! Boże Narodzenie to oczywiście choinka, przystrojona bombkami. W okresie Świąt Wielkanocnych w coraz większej ilości polskich domów (w tym u nas), spotkać można pęki fantazyjnie powyginanych gałązek, przystrojonych kolorowymi pisankami, żółtymi kurczaczkami itp. Prezenty? Są i na Boże Narodzenie (Mikołaj, Aniołek, Gwiazdor, Dziadek Mróz – w zależności od regionu i światopoglądu), i na Wielkanoc (Zajączek). Obżarstwo? Bez komentarza! Nawet pogoda niezbyt już różnicuje te święta. Ze względu na globalne ocieplenie dawno już nie pamiętam „White Christmas”, za to często, nawet w bieżącym roku, na większości terytorium naszego kraju zdarzały się opady białego puchu. Dla rozróżnienia pozostały już tylko kolędy i śmigus-dyngus. Mam w związku z tym rewolucyjny pomysł: A gdyby  tak ustanowić nieustające święto od Bożego Narodzenia do Wielkiej Nocy?
Oczekuję propozycji nazw tego święta i pomysłów odnośnie tworzenia w tym czasie „nowych, swieckich tradycji” :D

Max

7 komentarzy

MAKS – nieustraszony
włóczęga, pies po przejściach. Wybrał nas sobie – w schronisku, oparty łapkami
o kraty , tak nas obszczekał, że zwrócił natychmiast na siebie nasza uwagę.
Mordkę miał tak podobną do Kachny, że nie byliśmy w stanie oprzeć się jego urokowi.  W samochodzie okazało się, że chyba nigdy nim
nie podróżował i tak śmierdział, ze po 
powrocie do domu konieczna była kąpiel. 
Fascynujące było jak Maksio odkrywał przeznaczenie sprzętów domowych –
tak jakby nigdy w życiu ich nie widział. 
Lodówka stała się jego ulubionym obiektem – tam było jedzenie, a on był
tak zagłodzony, że można było na nim liczyć kości i wymieniać ich nazwy
anatomiczne. Na pewno był bity, każdy głośny dźwięk, nagły ruch,  powodował atak paniki – biedne psisko
uciekało, spłoszone, chował się w najciemniejszy kąt. Najgorsze było to, że bał
się dotyku, ale stopniowo, przekonał się, że głaskanie czy drapanie z uszkiem,
niczym mu nie grozi. Potem został pieszczochem! 
Naturę jednak miał histeryczną – najmniejszy uraz wywoływał głębokie
poczucie choroby i nieszczęścia. Zwichnięta łapa uniemożliwiała wejście do
koszyka, ale wyjście na spacer witał z entuzjazmem na wszystkich czterech
kończynach. Niestety nie mogliśmy puszczać go bez smyczy – na widok większego
psa przystępował do ataku i  rzucał się
na gardło delikwenta. Poza tym podejmował liczne próby ucieczki, potrafił
przeskoczyć najwyższy płot. Oczywiście wracał – szukany i odnaleziony, zawsze
był obrażony – dlaczego tak długo mnie szukaliście? Wyspa była jednym z
nielicznych miejsc, gdzie mógł sobie swobodnie pobiegać. Niestety był tam kilka
razy, krótko, na klika godzin. To był czas kiedy nie mieliśmy  wśród znajomych osób chętnych do spędzania w
ten sposób wakacji.  
Maksio stał się członkiem rodziny – problemowym, ale
kochanym. W domu zachowywał się idealnie. Po spotkaniu z pitbulem sąsiadów
ogłuchł, nauczyliśmy się porozumiewać z nim 
na migi – reagował na gesty i szybko się do tego przyzwyczaił. Kiedy
zachorował staraliśmy się ratować to kochane stworzenie. Cierpiał na niewydolność
krążenia. Nic nie dały wielotygodniowe wysiłki, dwa razy na dzień wizyty u
weterynarza, zastrzyki. Odszedł na swoim ukochanym miejscu – na kanapie, gdzie
z nami spędzał dni i noce. Zdecydowaliśmy się na eutanazję, nie mogliśmy dłużej
patrzeć jak cierpi.

Dawno nie było o polityce, więc
chyba trzeba coś odświeżyć. A jest o czym pisać, bo obecne, samobójcze
działania dwóch małych, głupich, płaskołapych, stwarzają nadzieję, że ich
kaleki twór polityczny, kojarzący się wielu naszym rodakom z pisuarem, ma coraz
większe szanse na podzielenie losu tworu wcześniejszego (nic na to nie poradzę,
ale mnie Porozumienie Centrum, w skrócie PC, często przez ćwierćinteligentów
czytane jako „Pi Si”, również kojarzyło się z pisuarem :P).  Małość i koniunkturalizm przywódców tej
formacji (niestety włącznie z formalnie nie będącym jej członkiem płaskołapym z
pieprzykiem) jest widoczna jak na dłoni podczas wszczętej przez nich awantury w
sprawie traktatu lizbońskiego, jeszcze parę miesięcy temu otrąbionego jako
wiekopomny sukces tychże płaskołapych. Należy tylko mieć nadzieję, że Tusk tym
razem nie odpuści i doprowadzi albo do ratyfikacji traktatu w Cyrku (Sejmie)
poprzez rozbicie zwartego kaczego frontu (a wieść gminna niesie, że jest w
łamach tego frontu grupka posłów, gotowa głosować jednak za ratyfikacją, więc
statystyczny brak kilku głosów może być iluzoryczny), albo poprzez oddanie go
pod osąd społeczny w referendum. Obecna sondażowa przewaga zwolenników
ratyfikacji jest tak wielka, że przeprowadzenie takiego referendum musiałoby
stać się kamieniem młyńskim, wciągającym PiS raz na zawsze w odmęty brudnej
wody, w której tak lubi pływać. Jeśli do tego dodamy jeszcze informacje o
korupcyjnych podejrzeniach wobec części członków Komisji Weryfikacyjnej WSI (z
nadania ówcześnie rządzącego PiS), którzy ponoć oferowali niektórym oficerom
WSI pozytywną weryfikację za łapówkę, a niektórym biznesmenom, współpracującym
z WSI – skreślenie z listy współpracowników, także za łapówkę, tylko większą,
nie wspominając już o wynoszeniu tajnych dokumentów i sprzedawaniu ich mediom,
to partię, noszącą w swojej nazwie Prawo i Sprawiedliwość, należałoby uznać za
organizację przestępczą i zdelegalizować! I to by był najpiękniejszy z
możliwych początek wiosny! :D

 

Z wieści niedobrych – w grudniu
2007 u niespełna 60-letniego Terrego Pratchetta wykryto rzadką, wczesną odmianę
choroby Alzheimera. Pisarz zamierza walczyć i nie poddawać się (jest w trakcie
tworzenia kolejnej książki), ale sam zauważa pierwsze objawy (np. swobodnie
pisze ręcznie, ale na klawiaturze już nie). Jako wielbiciel Jego talentu i
nieprawdopodobnej wyobraźni (a wiem, że nie jestem w tym odosobniony pośród
blogowiczów), życzę zwycięstwa w tej walce, a przynajmniej jak najdłuższego
stawiania oporu. Powodzenia, Terry!!! 

Hasło

6 komentarzy

Nie zabezpieczymy blogu hasłem z kilku przyczyn: Po pierwsze, naszym zdaniem hasło na blogu to jego zaprzeczenie i pierwszy krok do naturalnego uwiądu. To właśnie prowadzi do powstania towarzystwa wzajemnej adoracji, sztucznie wyselekcjonowanej grupy wybrańców, którzy w ocenie właściciela mogą zostać zaszczyceni prawem do zapoznania się, a nawet (o zgrozo!) komentowania jego przemyśleń.
Po drugie, według naszej wiedzy, nasz blog czyta regularnie kilkanaście osób (w większości takich, które nigdy nie wpisują komentarzy – a szkoda). Gdybyśmy mieli ten blog dodatkowo zabezpieczyć hasłem, ograniczylibyśmy krąg czytelników do kilku. W tej sytuacji z równym skutkiem można pisać pamiętnik, chowany pod zamknięciem do głębokiej szuflady. Jeśli mielibyśmy coś napisać do trzech adresatów, sensowniejsze by było napisanie do nich maila.
Idea prowadzenia blogu sprowadza się, w naszej opinii, do poddawania naszych notek ocenie zarówno tych, których do odwiedzin zaprosiliśmy, jak i innych czytelników, nawet zupełnie przypadkowych (jedna się nawet stopniowo oswaja :)). Tylko takie podejście przeciwdziała, w naszej ocenie, kiszeniu się w sosie własnym, a taką potrzebę (aby się nie kisić, oczywiście), od jakiegoś czasu odczuwamy:P
Ciekawi jesteśmy opinii na tentemat naszych Gości. My w każdym razie hasła na blog zakładać nie zamierzamy! :)

SORRY !!!

1 komentarz

Wyspiarz, za którego zgodą, wiedzą, i na którego prośbę Aglais opublikowała na blogu Szoszona kilka zdjęć z „Wianków” w R Wszystkich, którzy tą publikacją bez ich zgody poczuli się urażeni lub z niej niezadowoleni, serdecznie przeprasza. Informuje jednocześnie, że tego typu sytuacje się nie powtórzą oraz że dostęp do tych zdjęć został w dniu wczorajszym zablokowany. ;P

Postanowiłem dziś zamieścić mały żarcik, związany z uzależnieniem, jakie każdy z blogowiczów ma, lub przynajmniej miał, od sieci (niech rzuci we mnie kamieniem każdy z blogowiczów, kto nie znajdzie w tym tekście żadnej analogii do siebie :P)

Siecio – maniak

Budzę się świtem, za dziesięć piąta
Wiem, że dla spania świt już stracony
Więc na paluszkach idę do kompa
Staram się przy tym nie zbudzić Żony

Najpierw na pocztę, bo tam Jadwiga
Często mi wieści z Australii pisze
Więc odpowiadam, niech też poczyta
Dbam, aby cicho stukać w klawisze

Teraz na blogi, więc hulaj dusza!
Trza wszystkie nicki sprawdzić znajome
Brak nowej notki dziś od Janusza?
Chyba się znowu zajmuje domem!

Trzy blogi z Polski, z Irlandii tyleż
Co rusz coś ekstra się gdzieś pokaże
Wpisów się robi tony i mile
Trzeba wpisywać więc komentarze!

Komentarz Asi wart komentarza
Notka Dwaxela – całkiem soczysta
Ktoś się we wpisach swoich powtarza
Trza skomentować, rzecz oczywista!

Warto zamieścić też swoją notę
Tekst, by był lepszy, ma być pokrętny
Nie będę robił tu za idiotę
Niech wiedzą, żem jest inteligentny!

Gdy piszę, czuję, jak moja suka
Zaspaną mordkę kładzie na udzie
Ale ja nadal w klawisze stukam
Na nowe notki czekają ludzie!

Oczy się robią wąskie jak szpary
Głośne ziewanie zdarzy się czasem
Lecz ty się nie leń, do dzieła, stary
Trzeba wpaść  jeszcze na naszą klasę!

Już całkiem jasno, dzień się zaczyna
Gdzieś u sąsiada skrzeczy papużka
Zamiast do pracy iść, co się przyda
Teraz, to ja bym poszedł do łóżka!

Jakże chce mi się już wiosny!
Jakże marzę o rozkosznym ciepełku, świergocie ptasząt wszelakich, soczystej
zieleni młodych liści, które zasłonią koszmarny blok, sterczący za oknem mojego
biura. Słoneczko niby świeci, ale w powietrzu jeszcze przenikliwy ziąb.         A przecież do kalendarzowej wiosny już tylko
dwa tygodnie! Charakterystyczne dla mnie od lat wiosenne zachowanie to fakt, że
zaczyna mnie „nosić”. Gdzieś bym pojechał, coś bym zrobił, najlepiej trochę
zwariowanego…Skrzecząca rzeczywistość dnia codziennego, obawa o efekt
rekonwalescencji Mamy, codzienne z Nią ćwiczenia, spowodowały ograniczenia w
codziennym funkcjonowaniu, które sprawiają, że czuję się jak wtłoczony w ramy,
z których nie mogę się wyswobodzić. Żyję w jakimś bolesnym oczekiwaniu na coś
co się wydarzy, choć nie mam pojęcia, co to będzie. Takie dni jak dzisiejszy,
kiedy Michał zastąpił mnie w roli rehabilitanta, rzadkie bardzo niestety,
powodują, że jak gdyby zatrzymuję się w codziennym pędzie, i z pewnym
zdziwieniem konstatuję, że właściwie nigdzie mi się jakoś szczególnie nie
śpieszy…Bardzo dziwne uczucie!

Patrzę na kalendarz. Tylko nieco
ponad dwa tygodnie do wyjątkowo wczesnych w tym roku Świąt Wielkanocnych. Korzystny
układ majowego weekendu daje nadzieję na kilkudniowy wypad. Nie wiem jeszcze
dokąd, ale trzeba to sfinalizować, bo tym razem bez jakiegoś „przerywnika”
trudno będzie wytrwać do letniego urlopu, na który nie wiadomo, czy ze względu
na Mamę, w ogóle uda się wyjechać…Nie ukrywam, że trochę zazdroszczę Szoszonowi.
Wiosna, to dla Niego nasilenie ulubionych zajęć rolniczo – sadowniczych, to
możliwość wymyślania dalszych upiększeń i unowocześnień domu, to okazja do
wyniesienia na świeże powietrze sztalug, albo stolika z przygotowaną do
rzeźbienia gliną. Nie ma się co oszukiwać, nie mam uzdolnień malarskich ani
rzeźbiarskich, czasem tylko „realizuję się twórczo”, przenosząc na papier swoje
myśli. Robiłem to zawsze, aczkolwiek bardzo nieregularnie. Różnica polega
jednak na tym, że kiedyś robiłem to tylko dla siebie, teraz zaś podlegają
osądowi niewielkiej co prawda, i mam nadzieję że życzliwej, grupy ludzi.

Za oknem ciemnieje. Wyszedłem
przez chwilę na balkon, ale szybko się wycofałem, bo ziąb jest jednak mocno
wyczuwalny, zwłaszcza bez kurtki. Pozostaje więc tylko nadzieja, że już
niedługo :D

 

Dziś odszedł Gustaw Holoubek.
Standardowa formuła, że „Kultura polska poniosła niepowetowaną stratę”, to
stanowczo zbyt mało. Był chyba największym współcześnie żyjącym aktorem
polskim, jedynym w swoim rodzaju, z własnym, bardzo charakterystycznym stylem,
ze sceniczną elegancją, z nienagannym operowaniem łatwo rozpoznawalnym głosem,
z oszczędną, ale jakże wyrazistą mimiką i gestykulacją…Był takim aktorem już
jako młody człowiek, choćby jako niezapomniany Andrzej Kenig w niezbyt przecież
wysokich lotów filmie „Prawo i pięść”. Kiedy oglądam współczesnych idoli
polskiego filmu i TV, widzę przepaść, dzielącą ich od Pana Gustawa. Żal  :(

Trzeba przyznać, że blog mojego Przyjaciela, Szoszona – www.trans.blog.pl nieustannie mnie inspiruje. Po przestudiowaniu wpisu p.t. „Kleszcz” przyszedł mi do głowy pomysł na wierszowaną drobnostkę, który poniżej zamieszczam:

         18 lat z życia Kleszcza

Kleszcz ma bogate życie wewnętrzne              
Ileż ma czasu na przemyślenia
Wisi na mrozie, wisi na wietrze
Wisi, gdy jesień w zimę się zmienia

Wisi, gdy muszę jechać do ciotki
Gdym na weselu jest u Marysi
I kiedy męczę kolejne zwrotki
I kiedy robię kupę, też wisi

Wisi i myśli, myśli i wisi
Tajemnic świata dla niego nie ma
Nie je, nie pije, i nie kaprysi
Ludzkie problemy to zwykła ściema

I kiedy Kleszcz nasz wszystko obmyślił
Erupcję myśli wypuścił z głowy
A głowę chciwie wychylił z liści
Bo nagle poczuł coś: kwas masłowy!

Więc spada na dół, bo poczuł zwierza
Pragnąc dać zadość swej pra-przyczynie
Ale się nadział, trafił na jeża
I wrzasnął: Jakiż to umysł ginie!


  • RSS