wyspiarze blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2007

Kończy się rok 2007. Ogólnie
niezły (w każdym razie lepszy dla nas od kilku poprzednich), w niektórych
jednak sprawach, jeszcze nie zakończonych, niosący z sobą perspektywę sporych
kłopotów (samo życie: nigdy nie może być tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej,
ale nigdy nie może też być tak źle, żeby nie mogło być gorzej). Pewnie tak jest
dla większości czytelników tego blogu. Jutro spędzimy prawdopodobnie Sylwestra
w gronie Przyjaciół (to dobrze), bo  Mama
zostanie jeszcze w szpitalu (to źle), i pewnie po złożeniu Jej życzeń
noworocznych , będziemy mogli wyjść wieczorem z domu ( a założenie jest takie,
że Panowie, przynajmniej ci, którzy dysponują stosownym sprzętem – wyspiarz ma,
występują w cylindrach, białych, jedwabnych dwumetrowych szalikach i z czarnymi
laseczkami o białych gałkach) . Pewnie będziemy się cieszyć nadejściem Nowego
Roku, ale w tle będziemy widzieć Mamę, spędzającą tę noc na szpitalnym łóżku.
Mamy nadzieję, że na przełomie lat 2008/2009 , tego typu dylematów mieć nie
będziemy…

Młodzież jest na nartach, choć
nie traci z nami kontaktu. Chwała Jej za to.

Kochani! Wszystkim sympatykom
tego blogu (i zaprzyjaźnionych) w nowym, 2008 roku życzymy spełnienia
wszystkich, nawet najbardziej zwariowanych marzeń. Oby nasze życie było coraz
bardziej normalne, aczkolwiek odrobina szaleństwa nigdy nie zaszkodzi (szczytem
marzeń byłoby pozbycie się również drugiego małego, płaskołapego, ale to będzie
chyba niestety niewykonalne), oczywiście nie zaszkodzi dużo zdrowia i odrobina
(przynajmniej) bogactwa. Wszak już starożytni Rzymianie mówili (a jeśli nie
Oni, to i tak zasługuje to na pełne poparcie), że lepiej być bogatym i zdrowym,
niż chorym i biednym.

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU
2008!!!!!!!!!

Dzisiaj po raz pierwszy od operacji mogliśmy spędzić z Mamą wiecej czasu, bo jest już na sali pooperacyjnej. No i muszę stwiedzić, że jest dobrze. Trzyma się dzielnie, na szczęście nie cierpi. Dokucza jej leżenie na plecach, ale musi to wytrzymać. Jeszcze tylko 2-3 dni. Niestety wszystko wskazuje na to. że spędzi Świeta w szpitalu, ale oczywiście będziemy z Nią i zapewnimy degustację 12 potraw wigilijnych oraz prezent od Aniołka / Gwiazdora/ . Zdrowych Świąt dla Wszystkich, którzy nas i Mamę wspierają.

Na początku tygodnia wyspiarz pojeździł trochę służbowo po Kujawach i
Wielkopolsce. Byłem między innymi w Toruniu i Koninie. W obu tych
miastach w obecności kilku tubylców zdarzyło mi się powiedzieć, że ich
piękne miasta zdążyłem już jakoś poznać, bo jestem tam od kilkunastu
lat minimum dwa razy w roku. Zastanawiające były reakcje: W Toruniu
tubylcy natychmiast podejmowali temat i chwalili swoje miasto (które
również moim zdaniem jest bardzo ładne – mam oczywiście na myśli
Starówkę), w Koninie natomiast reakcja 100 % słuchaczy była
następująca: Piękne? A cóż w nim pięknego? Dziura, i tyle. Jest to o
tyle ciekawe, że wielkość obu tych miast jest zbliżona, więc o co w tym
wszystkim chodzi? Najciekawsze jest to, że w każdym przypadku rozmowa
kończyła się na Krakowie i wychwalaniu jego zalet. Jaki stąd wniosek,
drogi Watsonie , jak mawiał Sherlock Holmes? Ano, cieszmy się, że
akurat większości czytelników tego blogu dane jest mieszkać w tym
pięknym mieście, które rzeczywiście posiada swoisty genius loci. A był
czas, kiedy moi Rodzice rozważali przeniesienie do Kielc… Jakbyś,
Dwaxelu czuł się jako tzw. „scyzoryk”?

Mama już po operacji, narazie wszystko w porządku, oby tak dalej! Jest bardzo dzielna, a ślubny suwaczek dodaje jej sił do walki o zdrowie. udało nam się z Dwaxelem zajrzeć do niej na chwilę i mocno ją ucałować. Teraz czekamy co pokażą najbliższe dni i jak będzie wyglądało wstawanie i chodzenie. Dalej trzymajcie kciuki!

Ostatnio furorę robi portal www.nasza-klasa.pl. Jak podają jego administratorzy, funkcjonuje na nim już ponad trzy miliony uczestników, którzy komunikują się z sobą poprzez wyszukiwarkę, uwzględniającą szkołę lub klasę, do której się chodziło (zresztą większość czytelników tego blogu też tam figuruje). Piszę o tym dlatego, że na własnym przykładzie stwierzam, że po pierwsze ludzie jednak z rozczuleniem wspominają czasy szkolne, a po drugie im są starsi, tym chętniej kontaktują się z przyjaciółmi z młodości. Zresztą miejsca, z jakich odzywają się ludzie z naszego pokolenia świadczą, jak różnie plotły się losy obecnych pięćdziesięcio-paro latków. Australia, USA, Anglia, Austria, Niemcy, Skandynawia – wszędzie tam rozrzucił pęd do lepszego, normalnego życia naszych kolegów ze szkolnej ławy…I wszędzie tam czuje się tęsknotę za krajem, przejawiającą się w dążeniu do odświeżenia starych znajomości. Ci, którzy tak jak my zostali w Polsce, z równym rozrzewnieniem wspominają różnych „Boli”, „Jacków”, „Jędrków” i innych, o których jakże często nie mieli wieści przez kilkadziesiąt lat. Trzeba przyznać, że pomysł tego portalu był strzałem „w dziesiątkę”. I choć szybkość działania tej strony i pojemność serwerów pozostawia jeszcze dużo do życzenia, dobrze, że jest.
PRZY OKAZJI: EWELINO, KRUKU – CIESZYMY SIę RAZEM Z WAMI I SERDECZNIE WAM GRATULUJEMY!

Za tydzień Mama wyspiarza będzie poddana poważnej operacji. Boimy się, choć znamy determinację Babci, która za wszelką cenę chce powrócić do sprawności fizycznej, wiemy, że mimo dość zaawansowanego wieku jest osobą o silnym organizmie i dużej odwadze. To pozytywne aspekty sprawy. Z drugiej strony, poważna ingerencja chirurgiczna w tym wieku, nie wiadomo jak długi okres rekonwalescencji, nawet to, że Babcia spędzi w szpitalu najbardziej rodzinne święta w roku, to przyczynki do poważnego zmartwienia. Mimo wszystko jestem przekonany, że wszystko dobrze się skończy. Jestem również pewien, że możemy liczyć na ciepłe myśli wszystkich bliskich nam ludzi. Trzymajmy kciuki!!!

Coraz bliżej Świąt, a ja muszę robić pewne rzeczy z wyprzedzeniem. Nie tylko ze względu na nawał prac zawodowych, ale i to , że Mama Wyspiarza 17 grudnia będzie miała poważną operację kręgosłupa. Jakie to będą Święta nie wiem, ale staram się myśleć pozytywnie. Dzisiaj zakisiłam barszcz czerwony. To naprawdę jest trywialnie proste. Dowolną ilość pokrojonych w cienkie plasterki buraków trzeba zalać letnią przegotowaną wodą, tak by je zakrywała. Na wierzch położyć kromkę chleba razowego, ale tylko na jedną dobę, potem pleśnieje. Odstawić w chłodne miejsce na kilka dni,potem przecedzić, wlać do butelki i do lodówki. Gotowe. Smak nieporównywalny do gotowych koncentratów.
Jutro będę robiła uszka, zamrożę je i tak będą świetne i domowe.
Przepis na uszka:
Farsz :Suszone grzyby trzeba namoczyć dzień wcześniej, potem je dokładnie opłukać i gotować nie dłużej niż 20 minut. Na patelnię wlać odrobinę oliwy, drobno pokrojoną cebulkę przesmażyć i dodać drobniutko posiekane grzyby. Doprawić solą i pieprzem.
Ciasto: Jak na pierogi – mąka, w dowolnej ilości dostosowanej do ilości farszu, do niej stopniowo wlewam gorącą wodę i wyrabiam elastyczne ciasto. Kulę ciasta przykrywam bawełnianą ściereczką – żeby nie wyschło. Odkrawam po kawałku, wałkuję i wycinam małe kółka. Nakładam farsz, kleję brzegi, a potem formuję uszka – trzeba skleić dwa przeciwległe końce- powstaje coś na kształt ucha. Zamrażam , a potem wrzucam na wrzątek i od zagotowania po około 7 minutach są gotowe. Smacznego!
No i to jest znowu przepis mojej Prababci, ale prosty i sprawdzony.

Piszesz Dwaxelu, że nastrój niektórych wierszy jest taki, że tylko się rzucić pod pociąg. Przypomnę Ci zatem coś, co już chyba znasz. Po tym dopiero można się rzucić! A ja byłem wtedy poprostu nieszczęśliwie zadurzony…

***

Gdy wszystko już ci obojętne,
Gdy już nie cieszy blask księżyca,
Gdy wszystko to, co było piękne,
Przeszło, jak letnia błyskawica,
Gdy całe wino już wypite,
Kiedy papieros zgasł ostatni,
Patrzę przed siebie, i nie widzę,
Jak żyć, jak śmiać się, jak się martwić.
Wystarczy tylko jedna chwila,
Odrzuć z swej drogi wszystkie kłody,
W pamięci żywych się zatrzymasz,
Gdy będą starzeć się, na zawsze młody.
Hałasów świata nie usłyszysz,
Zgasną dla ciebie barwy, tony,
A ty, w niewysłowionej ciszy,
Sen swój śnił będziesz…nieskończony…

Na szczęście po jakimś czasie się „oddurzyłem”, i dzięki temu dziś żaden maszynista nie ma wyrzutów sumienia z mojego powodu, a Ty jesteś… :D

Jesień

2 komentarzy

Skoro już jesteśmy w historycznych dla większości Czytelników tego blogu latach 70-tych, pozwoliłem sobie „wywlec ze stodoły” coś jeszcze z tych lat (nie, Aglais, to jeszcze nie to, o czym myślisz). W tych zamierzchłych czasach jesień również wywoływała melancholię, a w jej przypływach wyspiarz siadał przy biurku (nie przy kompie, bo ich wtedy nie było), i próbował bawić się w poetę. Czasem uprawiał tzw. wiersz biały, jak na przykład tu:
***
W deszczowym płaszczu zieleń smutna
Gałęzie pochylają głowy
Mokre dłonie liści muskają delikatnie
Mój parasol
Czarny
Coraz donośniej
Odbija się od murów echo moich kroków
Samotnych na deszczu
Powolnych na czarnym asfalcie ulicy

Wieczorny szmer wielkiego miasta
Przytłoczony deszczem
Dociera do mnie jak przez mgłę
Stukot tramwaju
Jednostajny
Zanika w dali
Nim jeszcze dobiegł do mych uszu
Płacz niemowlęcia
Słychać przez okno niedomknięte…

a czasem nawet rymował:

***

Dokoła tłumy parasoli
Każdy ze swoim właścicielem
Mnie nic nie zmoczy, nie zaboli
Pod stopy mokry dywan ściele

Ostatni tramwaj już odjechał
Co mógł mnie dowieźć do Edenu
Tłum ludzi płynie niby rzeka
Ja…? stoję na przeciwnym brzegu

Nie ma tu dla mnie mostu, brodu
Choć czasem chciałbym w tłum się włączyć
Żyć, czy też umrzeć, bez powodu
Poszukać brodu, czy też… skoczyć?

Na środku drogi stoję w deszczu
Kałuże rosną pod stopami
Krople mą twarz miłośnie pieszczą
Mieszając się niekiedy…z łzami…

Takie nastroje są aktualne w każdym czasie i w każdym pokoleniu. Wiemy to z Wyspiarką, i może właśnie dlatego tak dobrze Was rozumiemy.

No dobrze. Na ogolne zyczenie publiczności zamieszczę jeszcze coś z lat siedemdziesiątych. Nie będzie to jednak nic, co spowoduje niedrowe wypieki u Młodzieży. Zwracam uwagę, że rzecz powstała o 4 rano, po całonocnym brydżu, połączonym za spożyciem…Mimo to nieskromnie powiem, że akurat to nadal mi się dosyć podoba…

*Samotność*

W kątach pokoju jeszcze dżwięczy
Smiech głośny, brzęk kielichów, mowa,
Na lampie zawisł, na poręczy,
Minionych rozmów zbieram słowa…
Wyzbyte z treści trzy butelki,
Stos niedopałków w popielniczkach,
Ci, co tu byli, już odeszli,
Kroki ich cichną gdzieś, w uliczkach…
Karty niedbale rozrzucone,
Dama pik mruga filuternie,
Cztery dziewiątki roztańczone,
As szuka króla, nadaremnie…
Zmęczona ćma przy lampie tańczy
Cienia rzucając wielokrotność,
Z przebrzmiałą nocą świt już walczy,
I cisza taka, i samotność…


  • RSS